sobota, 28 lutego 2009

Ula & Magda w Coffee Express

Dużo czasu upłynęło od kiedy był ostatni post z tego cyklu. Choć zdjęcia zostały zrobione jeszcze w grudniu i starym obiektywem, wcale nie portretowym, to niestety musiały troszkę poczekać.
Choć nie lubię powiedzenia "nie miałem czasu" i uważam, że zwykle jest to synonim określeń "nie chciało mi się" albo "miałem inne ciekawsze rzeczy do zrobienia", to tym razem rzeczywiście wystąpił brak czasu. Powód opiszę innym razem a dzisiaj nareszcie Ula i Magda doczekały się swoich zdjęć. Nareszcie zdjęcia troszkę obrobiłem i wybrałem się do labu, żeby zrobić odbitki.
Jak zwykle jedno wybrane zawisło (dzisiaj) w formacie 30 x 40 cm w Coffee Express. Pozostałe z wybranych można obejrzeć TUTAJ. Jak zwykle proszę piszcie co o nich myślicie.
Ula i Magda pracują niedaleko Coffee Express i bardzo często przychodzą po kawę. Zwykle jest to latte. Mam nadzieję, że im się zdjęcia spodobają. To jedno Swoje wybrane, wydrukowane i wystawione na widok publiczny, pewnie już dziś widziały, lub zobaczą w najbliższych dniach.

piątek, 27 lutego 2009

Praca zdalna.



Same zalety:
-biuro bezpłatne,
-oświetlenie naturalne,
-dobra i tania kawa dwa kroki od stanowiska pracy,
-klimat nie uciążliwy (zanosi się na wiosnę),
-hotspot i biuro Orange na miejscu (nie trzeba ciągnąć stałki),
-bezpiecznie (stały monitoring i ochrona).

czwartek, 26 lutego 2009

W kucki?

Kurcze, tu nie wolno palić! Ale jak sobie kucnę, do tego za filarem to może nikt mnie nie przyfiluje? Szybciutkie kilka machów "dla zdrowotności" i wracam do roboty do apteki. Tam też udzielam się "dla zdrowotności". Z jednakowym skutkiem?

poniedziałek, 23 lutego 2009

niedziela, 22 lutego 2009

Rytualne okadzanie czakramów

Ponoć istnieją czakramy, miejsca pełne energii pierwotnej.
Ponoć dym ma moc oczyszczającą.
Ponoć okoliczny lud od wieków jest wiernopoddańczo chrześcijański.
A tymczasem wszędzie wokoło są ośrodki pogańskiego kultu, masowo adorowane przez rzesze wiernych w każdym wieku, kondycji i nawet tych w moherach!
Choć z wyglądu miejsca te są ohydne, to widać mają ukrytą energię przyciągającą w swoje pobliże.
Widać ich uroda w czym innym się zasadza niż ich wygląd. Może wygląd celowo jest taki wstrętny, zgodnie z zasadą mimikry? Wierni spokojnie, po klei podchodzą, w skupieniu powtarzają rytualne gesty, okadzają dymem okolicę oczyszczając energię płynącą w wyraźnie wyczuwalny powonieniem sposób od czakramów. Swoją cześć oddają dotykając ust palcami i całując dym przed okadzeniem czakramów.
Kult pogański kultywowany przez wieki w chrześcijańskim kraju, bez zwracania na siebie uwagi, pod czujnym okiem wielkiego brata-purpurata w czerni i jego ogarów!
Najciemniej jest pod latarnią.
Najlepiej ukryte jest to co świetnie jest widoczne.
Najpiękniejsze jest kłamstwo, które jest prawdą podaną inaczej.





wtorek, 17 lutego 2009

Sopelkowa grzywka

Ekspresowo zapodaję ładny widoczek z Gdańska, do którego dzisiaj dotarła także zima z malowniczo, powoli i obficie padającymi dużymi płatkami śniegu.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Mrożonki




Jakie to wydaje się proste. Wystarczy posadzić rośliny wystarczająco blisko tryskającego źródełka i wydaje się, że jest fajnie. Latem ożywcza mgielka wilgoci nawadnia, żywi i zapewnia wegetację nawet gdy ogólnie rzecz ujmując - "susza w przyrodzie". I ładnie się to rozrasta, kolory ma żywe, kształty podniecające. A zimą, ta sama mgiełka ozdobi, zapewni blask.
Tyle, że przemarza i wymraża.
Cholera, jak w życiu. Jednak nie bardzo oddaliliśmy się od przyrody. Wydaje się, że kto bliżej "źródła i ożywczej mgiełki", ten ma lepiej. Powodzi mu się dobrze, kolory ma żywe, "wegetuje" się bujnie. A okazuje się, że ta z pozoru ożywcza mgiełka z bogatego zródła, potrafi ściskać w mroźnym pancerzu , który z pozoru zdobi a w rzeczywistości obciąża, ogranicza, wymraża wszelkie "indywidualizmy".
No i mamy kryzys. Przyszła zima i mgiełka ułudy bezkresnej beztroski prysła. Biurka, stanowiska, limuzyny, władza stały się pancerzem, który ogranicza lub wyklucza z obiegu.
Co robią korporacje, przedsiębiorstwa, banki w czasach kryzysu? Wymieniają zarządy.
Co robią ludzie? Wymieniają rządy
Co się dzieje z przeszacowanymi walorami, walutami, giełdami? Walą się na (za przeproszeniem) ryj.
A mieliśmy mieć EURO w 2007! Kto jeszcze to pamięta. Słowacja potrafiła a my nieeee, bo po co, złotóweczka mocna, można na tym populistyczny kapitalik polityczny uzbierać w perspektywie jednej kadencji, postraszyć, obiecać i nas wybiorą. Po co słuchać tych co się znają. Wystarczy że stwarza się pozory, że sami się znamy.
I po co nam teraz referendum w sprawie wprowadzenia EURO? Czy to co się teraz dzieje nie jest wystarczająco jasnym wynikiem referendum przeprowadzonym na rynku? Chociaż, właściwie kiedy robić referenda jak nie teraz. Wyjdzie tanio, chyba że złotówka dalej spadnie, to może lepiej poczekać jeszcze bo jeszcze taniej można.
Wogóle tanio się sprzedajemy. Byle blisko źródła i już nie mamy pytań i głosujemy nogami za przywileje lub wyborczą kiełbasę.
I za pozory się sprzedajemy.

sobota, 14 lutego 2009

Ładne kwiatki!

Walentynkowa zadyma

Przyroda dostosowała się do kalendarza imprez. Jak zadyma to zadyma!
Ludzie ganiają z kwiatami, jedni je dają, drudzy przyjmują. Kwiaty później umierają z wolna przez 2 godziny seansu kinowego, i jeszcze nie wiadomo jak długo w trakcie extrasów kinowo pospektaklowych. Ale w sumie klimat w mieście z tymi kwiatami i ludnością poruszającą się parami, wymieniającą obowiązkowo drobnoustroje w każdym niemal miejscu jest cool.
Mimo zadymeczki jest świeżo, radośnie i wiosennie dzięki kwiatom.
Nie ma co narzekać na postępującą komercjalizację rytuałów. Cały kurs marketingu na tym można zrobić.
Dla mnie informacją dnia były newsy radiowe na temat problemów w Indiach. Sklepy sprzedające gadżety walentynkowe musiały dostać ochronę policji bo "społeczne siły wrogie obcym obyczajom" zagroziły handlującym. W jakiejś miejscowości bojówka "krągłych" w świętym oburzeniu zniszczyła...stoisko z kartkami walentynkowymi.
Teraz już wiem skąd u nas wzięły się mohery!

Geriatron zaślepiony




Oczywiście geriatron zaślepiony ideą fix płynącą z własnych obsesji sterowanych andropauzalną jazdą huśtawki hormonalnej.
Temu cyklowi już naprawdę bije dzwon i żadna witalizacja mu nie pomoże.
Czas przejść na zdrową, urozmaiconą dietę i wzmocnić sokoli wzrok, żeby rozejrzeć się za super laską.
Adrenalina nadmiernej ekscytacji może tylko wywołać ból w krzyżu zamiast miłego dreszczyka emocji.

piątek, 13 lutego 2009

Jing&Jang


Pod wyniosłą wieżą, dwie kopuły leżą.
Natura sama dba o równowagę i oba pierwiastki wg. chińskiej reguły Jing i Jang wzajemnie się uzupełniają i bez siebie nie znajdują podstaw do istnienia.
W kaszubskiej wsi Przodkowo, nieopodal Gdańska, w samym jej centrum, przy muzeum straży pożarnej jest spory staw z obeliskiem pośrodku, z którego tryska fontanną woda. Nie wiem czy celowo nie zakręcono wody na zimę ale efekt jest świetny. Dzisiaj tylko dwa wybrane zdjęcia dobrane wg. klucza z tytułu dzisiejszego posta. I wieża i kopuły niemałe. Wieża jest wielokrotnie wyższa od człowieka a u jej podstawy powstały, kopuły jakby odtwarzały kształty leżącej pod lodem postaci.
Teza postawiona w poście z 21 stycznia znajduje tutaj swoje potwierdzenie i to dokonane siłami natury.

środa, 11 lutego 2009

poniedziałek, 9 lutego 2009

Miniaczek

Abi sprowokował mnie komentami do poprzedniego posta.
Tak wyglądał mój Miniaczek dobre 8-9 lat temu. Zdjęcia Triumpha mam gdzieś upchane, nie znajdę łatwo.
Marek, który ze mną jeździł stoi w środku. Porządny facet mówię Wam.
Obok para studentów medycyny z miniaczka z Ciechanowa. Studiowali w Gdańsku. Kapelusze i laski pewnie rozpoznajecie.
Są autentyczne z lat 20-tych XX w. Osobiście przywiozłem je ze Szwecji. W sumie mają ciekawą historię. Przeleżały na strychu od czasów przedwojennych. Szwedzka rodzina mieszkała tam przez kilka pokoleń w dużym mieszkaniu. Ostatni potomek płci męskiej pozostawał w stanie bezżennym do późnego wieku (przyczyna nieznana). Na stare lata sprowadził sobie żonę z Filipin, spłodził dziecko, trochę poużywał...i umarł. Filipińska żona z synkiem, czując się naturalizowaną Szwedką, spieniężyła ogromne mieszkanie, kupiła 3 pokojowe i wyniosła się do niego z synem. Ale to co nagromadziło się w starym mieszkaniu przez pokolenia nie dało się upchać do nowego. I ona bez sentymentu, wyrzucała to wszystko na śmietnik. Kilku zaprzyjaźnionych Szwedów i ja z nimi, pomagaliśmy w przeprowadzce i tak udało się trochę starych rzeczy uratować.
Ta laska z zagiętą rączką ma wygrawerowane imię i nazwisko właściciela, datę kiedy ją dostał i do tego okazję, bo to był prezent na urodziny.
Miniaczek mimo wszystko był najmłodszy z całego towarzystwa na zdjęciu. I jak widać w poprzednim poście, zotała mi po nim tylko jedna tablica rejestracyjna i tablice z rajdów przypinane do auta.. Ta widoczna w poprzednim poście jest z III Rajdu Wiosennego Automobilklubu Morskiego 27.04.2002.
Machnąłem przed chwilą zdjęcie zdjęciu. Znaczy cyfrówką staremu zdjęciu na papierze. Marna jakość.

Adrenalinoholikom?


Discover Nina Simone!


piątek, 6 lutego 2009

czwartek, 5 lutego 2009

Wady wg Konfliktowej :)

Oj podniosło mi się ciśnienie jak po dobrym expresso! Wam pewnie się też podniesie, zobaczymy co się będzie działo w komentach.

Jako człowiek "chaotyczny i niezdecydowany" (sic!), raz chciałem zamieścić tego posta a raz wykasować.
Przypominam, że jest to kolejna, swoista "randka w ciemno". Konfliktowa na podstawie deklarowynch przez niektórych z nas, preferencji lub rzeczy odrzucanych, próbuje nas opisać, wykryć cechy dla nas charakterystyczne. "Profil psychologiczny" z miejsca zbrodni, tym razem dokonanej w kuchni, bo przecież dzisiejsze wnioski wysnute są na podstawie przedstawionych w komentach do posta z dnia 22 stycznia naszych preferowanych potrawach i deserach.
Zdecydowałem się zamieścić posta popełnionego przez Konfliktową tylko dlatego, że przywołane są w nim ponownie fantastyczne pierogi z mięsem robione przez moją mamę. Takiej okazji, żeby o nich wspomnieć nie mogę przeoczyć kierując się małostkowością. A po pierogach kawa i dobre ciasto. Zestaw perfekt!
Nigdy i nigdzie nie jadłem takich dobrych pierogów jak u mamy, jakem zdemaskowany przez Konfliktową maminsynek. :D;D
Wpraszam się do mamy na najbliższą niedzielę na pierogi. Tylko muszę w tajemnicy, bo inaczej mój syn wrąbie ich połowę.


Discover Jimi Hendrix!



Zanim przeczytacie ten post, pamiętajcie, co mawiają uczniowie Konfliktowej: "Nikt nie jest wyłącznie dobry ani wyłącznie zły!"

Abnegat.Ltd
Przekorna bestia ( na co wskazuje Jego ulubiona legumina :))) ), błyskawicznie traci umiar w jedzeniu ( zapewne dlatego m.in. jest bliski konfliktowej ).
Dlatego też natychmiast uzyskuje rozgrzeszenie.

Agregat-Zadora
"Pierogi mojej mamy"- no cóż, tu trzeba uważać ;) Sprawa jest poważna.
Prawdopodobnie typ maminsynka ;)))

Lubi się wymądrzać.
Całe szczęście, że da się zindoktrynować. Zawsze istnieje szansa, że da Mu się wmówić, że zapiekanka ze szpinakiem to wyszukany deser.

Aha, i jeszcze straszliwie wymagający.
Nie wystarczy Mu ciasto. Musi to być dobre ciasto.
No i niezdecydowany i chaotyczny.
Ciągle Mu się coś przypomina i wciąż Mu mało i mało...

Carolinna
Murzynek i mleko? Czarny i biały!
Hurrrra! Nie ma wad!
Tolerancja na całego.
Jednostka empatyczna i zgodna.

O rety! Same pozytywy piszę, a miało być o wadach...(konfliktowa myśli intensywnie, czego by tu się czepnąć )
E-u-re-ka! Jest!
Pastylek miętowych się zachciewa? I to określonego producenta, tak?
O proszę, nie chwal dnia przed północą, a roboty przed emeryturą!
Jest wada, jest!!!
Carolinna ma snobistyczne upodobania ;)

Randi6
Typ wymagający, zdecydowany, konkretny, wie, czego chce.
Jak czekolada, to wyłącznie gorzka, jak ciasto, to tylko z owocami, moi mili!I nie Princessa na przykład, ale koniecznie Prince Polo!
No - myśli sobie konfliktowa - dobrze, że moja dyrekcja da się ugłaskać nawet bajaderką i najzwyklejszym Pawełkiem :)))Randi6 zarządza podwładnymi w sposób autokratyczny, to pewne!Czasem ujawnia swoje bardziej łaskawe oblicze, ale tylko w sezonie na śliwki, wiśnie i rabarbar ;)
(Konfliktowa - Randi to kobieta, jeśli do tego faktycznie autokratyczna, to ja bym nie zadzierał! :D)

Eee-Live
"A co do słodyczy to bardzo mało skomplikowana jestem ;) Landrynki wszelkiej maści i Haribo :) A nie przepadam za czekoladą w żadnej postaci"

Tak o sobie mówi E-L.
A co na to konfliktowa?
Hmm, Eee-Live chciałaby z każdym żyć w zgodzie, a w dodatku jest skromna.
A w Jej przypadku konieczna jest zarozumiałość.Tak, Eee-Live! Potrzebujesz tej wady.Zacznij ćwiczyć, najlepiej w necie na początek!
(Łubudubu, łubudubu...to pisała ona, nauczyciel pierwszej klasy...)
Konfliktowa
Blog Widget by LinkWithin