wtorek, 29 listopada 2011

Paraliż miasta


Wczoraj centrum Gdańska zostało zablokowane przy okazji transportu kibiców na mecz. Dosłownie całe centrum stanęło na kilka godzin z kompletną blokadą przejazdu na godzinę i masakrycznymi korkami na kolejne dwie.
Słyszałem rozmowę w radio z rzecznikiem policji. Apelował do mieszkańców miasta o zrozumienie.
Co za bzdety. Mieszkańcy,  jak wskazuje nazwa tu mieszkają i chcą funkcjomnować w miarę normalnie. To może kibice i ochraniająca ich policja powinni zrozumieć, że debilne zachowania wokołopiłkarskie nie powinny wpływac znacząco negatywnie na życie mieszkańców. Jak można pozwolić, żeby tysęczna grupa świętych krów rozwalała na kilka godzin funkcjonowanie miasta? Nie rozumiem tego piłkarsko-kibolskiego pryzmatu patrzenia na życie. Że co, że prewencja? Jaka prewencja? Albo potrafisz bez tłuczenia się po ryjach, bez chlania, bez zaczepiania ludzi i rozwalania wszystkiego wokoło dotrzeć na stadion albo zasługujesz tylko na kratki. Do suki, za kratki i kara jak dla każdego innego, kto bez meczu zachowałby się tak samo. Jest równość wobec prawa czy nie? Kto powiedział, że chlanie na ulicach, gdy liczba chlejących przekroczy trudną do określenia liczbę krytyczną jest dozwolone?

środa, 23 listopada 2011

Wrota Piekieł memento utraconej przeszłości

Czy żeby budować trzeba najpierw zburzyć?
Czy utrata dziedzictwa daje dopiero szanse na stworzenie czegoś nowego od podstaw?
Tak mogli myśleć ideologowie jedynie słusznej lecz przebrzmiałej już doktryny. Wydziedziczyć, wynarodowić, pozbawić rodziny i tożsamości, żeby stworzyć nowy twór, nowego człowieka, nową rzeczywistość. Ja ich rozumiem. Jeśli przychodzi się z nikąd, nie ma się żadnych wartości, nie ma się argumentów poza brutalną siłą i żanych celów poza żądzą władzy, to trzeba resztę sprowadzić poniżej własnego poziomu, żeby czuć się ponad to. Skansen Koreii Południowej tylko to potwierdza.
Czy choćby przez zaniedbanie doprowadzić do degradacji? Tak wiele wydaje sie nieważne, nie warte zachodu, kultywowania, zachowania. Po co, dla kogo, za co? A po czasie okazuje się, że brakuje wzorców z których można czerpać, brakuje wiedzy na której można się oprzeć, że z emocji pozostaje tylko żal, pusta i zagubienie.
Spacer po Siennej Grobli w Gdańsku to przeżycie w pewnych aspektach dość smutne. Jeśli przystaniecie przy dawnym domu właściciela przedwojennych zakładów rybnych, kiwając głową nad jego ruiną to spytajcie spacerującej opodal staruszki o jego powojenne dzieje. Mieszkała tam zanim wyprowadziła się do nowych, wymarzonych bloków. A teraz z sentymentem wspomina ten 30 metrowy pokój z rzeźbionym sufitem, rozsuwnymi drzwiami chowanymi w ściany, białe wielkie ceramiczne piece z ozdobnymi kaflami. Co po tym zostało? Zakłady w których pracowało 4 tysiące ludzi nie istnieją. Ślad po nich nie istnieje. Po ludziach tam żyjących też już ślady zarosły chwasty i trawa. Nawet z pomnika ofiar katastrofy promu, dowożącego pracowwników pozostał tylko kamień, z którego zniknęły mosiężne litery. Sam dom już tylko straszy ruiną z zamurowanymi oknami. Kiedyś pewnie powstanie program restrukturyzacji tej części miasta, tak jak dzieje sie z Dolnym Miastem. Tylko do czego ta restrukturyzacja będzie nawiązywać? 
Grozi zawaleniem? Wrota piekieł - już się zawaliło.

niedziela, 13 listopada 2011

piątek, 11 listopada 2011

poniedziałek, 7 listopada 2011

Blog Widget by LinkWithin