środa, 28 stycznia 2009

T- day DZBW


Discover The war report!

To nie błąd. Nie D-day choć T-day też walki dotyczy. Ale walki w jakże pozytywnym sensie. T-day od Tysabrii. T-day ma swoją godzinę. Dziś o 11-tej rano Anka - Dark Zone Black Warrior dostaje pierwszą dawkę Tysabrii na pohybel gadzinie SM.
A to w większości dzięki pomocy Was - dobrych ludzi. Ani vel DZBW, w grudniu dzięki Waszym wpłatom udało się uzbierać kwotę ponad 7 tys. złotych, czyli akurat tyle ile trzeba na jedną dawkę. Dzięki Wam mogła rozpocząć kurację. Nie dzięki NFZ, który z chłodu swoich marmurów, połysku mahoniowych biurek i pisku opon limuzyn nie raczy nawet Ani odpowiedzieć, zwlekając do ostatniego dnia terminu na udzielenie odpowiedzi. Mentalność "urzędnicza" to kwalifikacja do wykluczenia z kręgu człowieczeństwa. I co im po marmurach na podłogach gdy mają go też w miejscu serca i mózgu?
Ale takich dawek potrzeba więcej i to po jednej w miesiącu. Straszne pieniądze do uzbierania. Wygląda na to, że trzeba uzbierać po 7-8 tysięcy miesięcznie. Uhhh! Robi mi się gorąco.
Są jednak ludzie, którzy pomagają i mam nadzieję, że ich krąg się poszerzy.
Popatrzcie na zdjęcie. Przedstawiam Wam Panią Joannę - że tak powiem Quarterbacka (nikogo nie przeoczy) w firmie księgowej, z której korzystam (sza, nie wolno podawać szczegółów, bo to nie jest zgodne z prawem. Nie wolno wymieniać nazwy i podawać danych. Więc ich tutaj nie podam). Za zgodą właścicieli firmy, moich znajomych jeszcze z czasów szkolnych za Panią Joanną zawisł plakacik z wizytówką (ten zamazany kształt nad głową Pani Joanny) w sprawie Ani. Stosowna ilość wizytówek leży zawsze w zasięgu ręki Pani Joanny. I możecie być pewni, że każdy klient tej firmy usłyszy o sprawie Ani od Pani Joanny. Co za firma! Nawet ich nie musiałem namawiać. Raz spytałem i od razu zielone światło.
Aniu, Ludka, Wieśku dziękuję za Waszą zgodę i pomoc.
Pani Joasiu dziękuję za quarterbackowanie wizytówek. Prezyzyjne rzuty do rąk zawodników w natarciu :))
Przy okazji zasięgnąłem języka i okazuje się, że największy ruch w interesie rozliczeń podatkowych, czyli też odpisu 1% to ostatnie 10 dni kwietnia. Wcześniej też trochę ale największy feedback powinien być jak skarbówa uwinie się ze stertą zeznań podatkowych z końcówki kwietnia.
Nie czekajcie, działajcie już dziś. Wysyłajcie odpisy lub wolne datki. Namawiajcie do udziału swoich znajomych i zaprzyjaźnione firmy. Do maja, zanim jak wierzę nadejdzie tsunami wpłat jednoprocentowych odpisów, Anka musi uzbierać na kolejne 3 dawki leku.
Póki co dzisiaj o jedenastej Ankę naszprycują i osiągnie stan transu z mantrą załączonej do posta muzy.
PS. godz. 16.00 poszło gładko i TU jest relacja

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Siła reklamy




Wokoło same reklamy. Promocje, konsumpcja i luksus!
Wieczorem jeszcze bardziej biją po oczach.
Zwłaszcza przy dworcu.
I wieczorem wychodzi bardziej ułuda reklam.
Zaczyna się może od promocji za 9 zł...
ale zamiast dostać ful serwis można się załapać na serwis super extra pełnopłatny!

niedziela, 25 stycznia 2009

Demolition Panther


Discover Ol'Kainry!





Różowa Pantera na tropach zawartości kolumny ze styropianu.
Nie mam pojęcia jakie tam mogły być perfumy.
Może rzeczywiście po kształcie wnęki na flakon, Konfliktowa lub ktoś inny rozpozna jaka była zawartość?
PS. Niech nie zwiedzie Was napis u podstawy. To tylko nazwa producenta formierek do wyrobów ze styropianu. Bez związku jak mniemam z perfumami wewnątrz.
_
Pink Panther is searching for the content of EPS column.
I have no idea what kind of perfumes were in there.
Maybe in real considering a cavity shape, Abrasive or other one could recognise what the content was?
Ps. Don’t get confused with the name on the base of column. It is just the name of the EPS shape moulding machine producer. No connection with the compartment purpose I suppose.

That way



Discover Dire Straits!

hoov'a mov'a...
money for nothing




Discover Dire Straits!



it's a mystery to me...
confidential information...
diging up the dirt...
no compensation




Discover Wishbone Ash!



the pilgrim




Discover Wishbone Ash!



I've got to rearrange...
my life...
my world...

time was

sobota, 24 stycznia 2009

Gospodarz


Discover Rednex!

Zostałem nazwany gospodarzem. Jak fajnie! :))
"Gospodarzu, a wiela to u was byndzie stojało za te jajcy na tem blogu?"
Zawsze mi się podobały (naprawdę) tego rodzaju zwroty:
"Te somsiad!"
"No i coś Pan Panie sobie wyobrażał, co?"
I takie tam podobne.
Jak już się zostałem gospodarzem to zaprezentuję Wam jakim sprzętem i w jakim towarzystwie pracuję na tym blogowym ugorze.
Prowadzi mnie jeno chybotliwy płomyk lampki naftowej a próby rozjaśnienia go przy pomocy innych środków dają efekty jeszcze bardziej chybotliwe.
Głodem nie przymieram, ale "frykasy to Panie nie są, no powiedz Pan sam".
Ale biuro mam właściwie oznakowane. Zgodnie z "przepisami unijnymi". Wykonanie autentyczne i dużo wcześniejsze. Zdjąłem tą tabliczkę kiedyś z drzwi kanciapy w spichrzu na ziarno w rozwalających się zabudowaniach po-pegieerowskich. Wyprodukowane extra - gruby karton, ręczne wykonanie, staranna kaligrafia, porządnie przypięte do gołych dech drzwi (cztery oryginalne zardzewiałe pinezki jeszcze tkwią w tabliczce). Ktoś się z personelu biura PGR-u musiał nad tym napracować. Może to była jedyna porządnie wykonana praca w tym miejscu?
To są podwaliny późniejszych "przepisów unijnych" na które tak uwielbiamy się powoływać, gdy trzeba znaleźć uzasadnienie dla "bardzo potrzebnych" działań.

Jak już się tak skupię na pracy w biurze gospodarstwa i rozwinę wszystkie "talenta gospodarza" to okresowo pojawia się moje ulubione towarzystwo. Różowe. Tylko "nie wiesz Pan Panie przypadkiem" czemu różowa pantera a nie różowe myszki?
"Nie wydziwiajcie no gospodarzu. Wymagania by taki jeden z drugim jeszcze miał. "Kurture" Panie trza mieć".
Parafrazując naczelnego gospodarza prl-a Pawlaka powiem "A kto mnie zabroni z różowym panterem po gospodarce chodzić?"




Discover Miles Davis!

piątek, 23 stycznia 2009

Latte...5,50 zł



Rozwinięciem ideii cappuccino jest latte. Więcej mleka w mleku przy tej samej ilości dobrej kawy.
Nadal prawdziwe expresso i porządna porcja pięknie spienionego mleka. Picie kawy z mlekiem okazało sią świetnym pomysłem i napędza sprzedaż nie tyle kawy co mleka właśnie. Więcej i więcej mleka. Może być jeszcze grande latte. Nie trzeba zgadywać co to jest - jeszcze więcej mleka.
Znacie akcję "Pij mleko, będziesz wielki"? Jeśli już to propagować to ja bym to zmienił na "Pij latte, będziesz wielki". I smakowało by dzieciom, i kawa dostarczała by porcji antyoksydantów i mleko złamane smakiem kawy dzieci by piły chętnie. Ja wiem, nie rozpoczynajmy tu dyskusji czy picie mleka jest zdrowe.
Pij latte, nawet grande!
Ale zrobienie dobrego latte to nie jest prosta sprawa. Dzięki uprzejmości Kawy na Kółkach mogę ostatnio troszkę się pouczyć robienia kawy na profesjonalnym ekspresie w Coffee Express i próbować spieniać mleko nie sposobem domowym ale właśnie parą. Czapki z głów panowie i panie. To nie jest takie proste (nigdy mi się takie nie wydawało) a tak znacznie wpływa na smak tego co pijemy. Ten krem zrobiony z mleka, ta delikatna słodycz to nie jest sucha piana jaką najczęściej udaje się zrobić przy braku wprawy. Trzeba mieć tysiące zrobionych kaw na koncie, żeby robić to za każdym razem bezbłędnie.

PS 1. Z Białasem jesteśmy jak latte grande. Łagodny, kremowy smak białego mleka i ostry, gorzki smak esencjonalnego expresso. Połączone smakuje...inaczej niż każdy ze składników z osobna.
PS 2. To ja raczej jestem grande...z "sajzu"!

...bez zezwolenia


Discover Right Said Fred!

Dzisiaj dobiegł końca II etap konkursu "Blog roku 2008".
Jednocześnie nastąpił koniec udziału w nim tego bloga.
Dziękuję bardzo tym z Was, którzy wysłali SMS-a z głosem na ten blog a jednocześnie wsparli akcję pomocy dzieciom z porażeniem mózgowym.
Bardzo serdecznie Wam dziękuję!
Chciałbym dołączyć info, że zaprzyjaźniony blog Iczka dostał się do finałowej dziesiątki w swojej kategorii - Kultura. Iczek swoją drogą, pod datą 22.01.09 zamieścił ciekawy post bardzo dobrze umocowany w kontekście moich reflekcji z konkursem związanych.
Konwencja II etapu została dziwnie wybrana. Z jednej strony wsparcie dzieci w potrzebie ale i kategorie klasyfikacji pozamerytoryczne w konkursie na nomen omen najlepszy blog.
Teraz wybrany może być najlepszy ale z jak wąskiego grona.
Mam nadzieję na powodzenie Iczka, Może skusicie się i oddacie na niego głos.
A Wojciech Mann dokona własnego wyboru w tej kategorii.
Nareszcie odbędzie się klasyfikacja końcowa wg. zawartości merytorycznej a nie w konwencji sejmikowej II etapu z opcją kupowania kresek.
Bardzo jestem ciekaw jak to się będzie miało w relacji do głosowania sms-owego?

czwartek, 22 stycznia 2009

Konfliktowa agregacja woni

Zgodnie z zapowiedzią jest to pierwsza gościnna odsłona Konfliktowej na AgregATblog. Jednocześnie rodzaj kontynuacji akcji zapowiedzianej dawno temu na dawnym blogu Konfliktowej.
Tytułem komentarza dodam, że głównie jestem pobłażliwy i wyrozumiały wobec gospodarza.


Zaczynamy od Gospodarza blogu.
Czym pachnie Agregat?
Issey Miyake.
Agregat powtarza, że tylko ten i żaden inny.
Moje obserwacje są następujące.
"Japończyka" wybiera ten, kto jest nieszablonowy i nietuzinkowy.
W poglądach, decyzjach, zachowaniu.
Typ indywidualisty.
Agregat, nie mam wątpliwości, że jesteś pewny siebie,
lubisz nowe wyzwania, cechuje Cię dociekliwość i umiejętność wnikliwej obserwacji świata i ludzi.
Jednocześnie jesteś pobłażliwy i wyrozumiały wobec tych, którzy Ci nie dorównują poziomem inteligencji.
Oznaka klasy i kultury.
Jako wielbicielka Czechowa nie mogę nie zacytować: kulturalny człowiek to nie ten, kto nie wyleje przy stole zupy, ale ten, kto nie zauważy, gdy komuś innemu się to przytrafi".Taki jest Agregat.

Teraz Abnegat i Armani.
Moim zdaniem, to każdy mężczyzna powinien pachnieć Armanim.
Niestety, nie każdy nim pachnie.
Jacy są ci, którzy go używają?
Nienaganne maniery, to po pierwsze.
Elokwencja, błyskotliwy umysł, łatwość wypowiedzi.
Co jeszcze?
Mężczyzna, który pachnie Armanim na pewno potrafi słuchać.
Jest empatyczny, dowcipny, skromny.
Abnegat, Twoje towarzystwo jest pożądane, bo w zupełnie bezbolesny sposób mobilizujesz do wzniesienia się na tzw. wyższy poziom.

Maybe
Armani i CK
Hm... zagwozdka.
Intrygujący wybór.
Być może Maybe jest na etapie podejmowania ważnych życiowo decyzji. Węszę tu jakieś życiowe rozdroże.
A może to tylko dowód na dwoistość kobiecej natury...
Z jednej strony trzymanie się konwencji, uporządkowanie, harmonia, odpowiedzialność.
Z drugiej zaś szaleństwo, uniesienie, taka frywolna tajemniczość.
Moja podpowiedź dla Maybe:
opozycja "białe-czarne" rzadko kiedy się sprawdza, choć nie przeczę, że wiele mogłaby ułatwić.

Carolinna i CH

Ha! Oczywista oczywistość, że użyję modnego powiedzonka ;)
Młodość, młodość, młodość!
Skłonność do zmian.
Zapał i chęć, by analizować, przeobrażać, doskonalić się, poszukiwać...
To również skłonność do zmian nastroju.A w rezultacie czasem zupełnie nieuzasadniony pesymizm, tyle że Carolinna jeszcze nie wie, że jest on nieuzasadniony.
Nie mam wątpliwości: jeżeli używasz tego zapachu,
wiesz, że świat leży Ci u stóp. I wszystko się może zdarzyć. Skojarzenie mam jedno, z piosenką:
"ja mam 20 lat, ty masz 20 lat, przed nami siódme niebo"
Korzystaj z życia, Carolinno! Masz swoje pięć minut.

Anonimowa i Pleasures Estee Lauder (taka jedna to chyba o Ciebie chodzi - AZ)

Wyraźna tęsknota.
Za latem, ciepłem, przestrzenią, spokojem...
To musi być ktoś łagodny, zrównoważony, czuły, delikatny, romantyczny...
ale może też kryć się tu przebojowa, samodzielna kobieta , która chciałaby być czasem małą, niby bezbronną kobietką, a tak naprawdę uwodzicielką, pożeraczką męskich serc.

Wierzcie mi, że wiem co piszę, bo sama używam tego zapachu w ostatnich dniach :)))

A w ogóle to wiedzcie, że zdarza mi się często wręczać w prezencie zapachy.
Tak, wiem, że nie powinno się tego robić.
Uwielbiam jednak je dobierać i jestem przekonana, że na zapachach akurat się znam.
Raz, jeden jedyny raz pomyliłam się.
Podarowałam swego ulubionego Armaniego.
Nie spodobał się. Zaniepokoiło to mnie.
A wkrótce okazało się, że gość wcale nie miał nienagannych manier.

Konfliktowa

środa, 21 stycznia 2009

Wieże


Discover Jimi Hendrix!


Ludzki świat pełen jest wież. I kopuł. Kościoły rozumiem, ma to swoje uzasadnienie symboliczne. W zasadzie kościoły składają się wyłącznie z kombinacji wież i kopuł.
Ale świat przez nas stworzony pełen jest innych form pionowych, strzelistych, sztywno skierowanych w niebo. Wystarczy rozejrzeć się wokoło. Często taki kształ nie ma uzasadnienia w funkcji. Czemu więc forma wieży jest tak często przez ludzi wybierana zamiast wzorem kościołów łączyć obie formy we wzajemnej równowadze?
Taki np. hydrant. Ten kształt wieże naśladujący powoduje, że jest bardziej podatny na uszkodzenia. Może się na niego coś nabić, auto choćby czy wóż strażacki najeżdzając na niego może go złamać. Wtedy stanie się bezużyteczny i swojej roli ratunkowej w żaden sposób nie spełni. Ze złamanego woda owszem tryśnie ale nie w stronę pożaru.
To po co naśladuje kształt wieży, czemu ma jej formę? Nie lepszy byłby gdyby miał formę niewielkiej kopuły czy wzgórka. Nawet energiczne najechanie na niego nie byłoby tak groźne a otwór, do którego podłączyć można by wąż sikawki strażackiej, byłby lepiej chroniony.
Ludzki świat, to świat wież i kopuł! :D
_
Wybaczcie mi tą dziwną treść, być może ciężką do zrozumienia, ale pozwoliłem sobie w ten sposób na prywatny żart :))

wtorek, 20 stycznia 2009

Woń pierwszego kontaktu


Discover Guitar Shorty!



Nadal korzystam z siły grawitacji i z konieczności aparat mam rzadziej w rękach. Ale nawet w skansenie, w którym wyrównuję śnieg nartami, może nas zaskoczyć perełka drobnej gry słownej, jeśli druga strona nie ma skansenowej mentalności a za to poczucie humoru. Pani w kasie a jednocześnie chyba jedna z osób prowadzących ten ośrodek, została przeze mnie uprzedzona, że zdjęcie i opis będą na blogu.

Gdy podszedłem do kasy, żeby wykupić stosowną do kondycji moich kończyn dolnych ilość zjazdów, Pani uchyliła okienko. Pierwsze co poczułem to słodkawa, dość przyjemna woń, która wionęła z okienka z uwolnioną partią ciepłego powietrza. Trochę zbyt intensywna ale wcale nie spodziewałem się w tym miejscu takich zapachów.
Powiedziałem - Ładnie tu u Pani pachnie z tej kasy.
Pani odparła u uśmiechem - Dziś każdy klient tak mówi.
Spytałem - Co to tak pachnie? Czy to Pani perfumy? Jak się nazywają?
Nie żebym zaraz zapamiętał nazwę albo co już całkiem nieprawdopodobne, rozpoznał zapach w przyszłości i z nazwą go powiązał. Ale czemu nie spytać gdy dziewczyna jest miła, uśmiechnięta i sympatyczna?
Odpowiedz mnie rozbawiła - Eeee, to tylko zapach do kontaktu!
Piewsze skojarzenie - Jaka świetna definicja funkcji perfum!
Ale Pani szybko sprowadziła mnie na ziemię - Wie Pan tutaj w nocy śpią Ci z obsługi wyciągu. Wtykam w kontakt ten zapach, żeby jakość powietrza poprawić i wytrwać w tej kasie!
Jaka szkoda, że to tylko chemia kontaktowo-zapachowa. A tak dobrze ta sentencja oddaje to co z perfumami podświadomie nam się kojarzy. Spotykamy kogoś, widzimy twarz, oczy, uśmiech, czujemy rodzaj uścisku dłoni i zapach. Pełna wizytówka. Perfumy to zapach do kontaktu.

niedziela, 18 stycznia 2009

...się zepsuł!


Discover Greg White Hunt!


Agregat od kilku dni wykorzystuje w celach relaksacyjnych grawitację. Delikatnie wykorzystuje, w końcu chodzi o to, żeby mięśnie wyćwiczone za biurkiem się nie przepracowały, żeby krótki oddech pogłębić, twarz wystawić na podmuch świeżego powietrza.
Jest w okolicach Gdańska kilka przyjemnych stoków, łagodnych, doświetlonych, w sam raz dla mnie. Na stoku w Przywidzu nawet jest ratrak. Muszę podejść do nego bliżej i się przyjrzeć bo wygląda jakby trawa mu już gąsienice poprzerastała. Ale jest. Sztucznego śniegu na kilka centymetrów, ubity na beton, zlodowaciały miejscami. Lepiej gleby nie łapać. Czego można wymagać na wybrzeżu, które o prawdziwych, wielomiesięcznych, śnieżnych i mroźnych zimach już zapomniało od dobrych 20 lat. Kiedyś na moim osiedlu był nawet wyciąg "wyrwirączka" ale zimy się skończyły, wyciąg się zdemontował a stok porósł młodniakiem.
Dużo mam frajdy z tego jeżdzenia. 2 godzinki dziennie jak na mnie akurat wystarczy, żeby troszkę ruchu załapać.
Ale prawdziwe atrakcje zaczynają się po nartach, jak zejdziemy na herbatkę do budyneczku szumnie gospodą zwanego.


Królują tu trzy panie, za przeproszeniem "siłą od pługa oderwane". Siedząc w Gdańsku lub jeżdząc bardzo rzadko na narty tam, gdzie już do obsługi lud się wdrożył, nie sądziłem, że takie skanseny postaw "frontem do klienta" jeszcze przetrwały.
Menu jest długie...jakieś 5 pozycji (żurek, barszczyk, bigos, hamburger, kiełbaska) i płynnych tyleż samo (kawa, herbata, piwo zimne, piwo grzane, grzane wino). Na "kiju" plakietki Lech i Tyskie.
W ofercie gratis atmosfera z kabaretu Laskowika. Nie ma, nie ma, nie ma....!
Weekend, kupa narciarzy, początek ferii.
Pytam o żurek...nie ma. Co jest? Barszczyk. Biorę.
Biorę jeszcze kiełbaskę. Proszę - Psze' Pani ja zapłacę od razu ale kiełbaskę wezmę jak skończę barszczyk, żeby nie wystygła. Proszę bez musztardy tylko z ketchupem. Dobrze?
Pada odpowiedz - Dobra, dobra!
Do tego gromki okrzyk do kobitki stojącej 3 kroki dalej, tępo wpatrzonej w siną dal. - Aniu, skasuj Pana!
Przestraszyłem się ale okazało się, że chodzi o pieniądze.
Płacę, biorę barszczyk, odwracam się i słyszę - Kiełbaski Pan zapomniał!
Leży nałożona, stygnie, ani krzty ketchupu, kupa musztardy. Tackę dało się wymienić na taką z ketchupem. Wziąłem.
Siadam niedaleko, konsumuję, patrzę i słucham. Tak cholera mam, że zmysłu obserwacji jakoś nie udaje mi się wyłączać nawet po kielichu.
Wchodzi gość z obsługi wyciągu. Chwila rechotów z pogranicza gry wstępnej.
Pytanie - No jak przewaliło się już?
Odpowiedz - Tak nareszcie cholera ten tłum poszedł precz, da się wyżyć!
Ja myślałem naiwnie, że właśnie z tłumu da się wyżyć, zwłaszcza przy zajęciach sezonowych ale widać w błędzie byłem.
Patrzę dalej. Pani Ania balansuje stojąc na stołku przy beczce z grzanym winem. Leje miód. Woła - gdze ta chlerna hohel drzewaniana z długą rączką. Nią się dobrze po dnie smyra!
Parę dni temu mieli grzaniec Galicyjski na ciepło. Dzisiaj widzę, że koncepcja jest odmienna. Wszędzie rozstawione butelki Kadarki, wiaderko miodu i przyprawy Kotnay w torebeczkach. Widać idzie własna produkcja i to na oczach klientów.
Ludzie wchodzą, stoją, czekają, panie nic, mają co robić.
Jeden z młodych podchodzi energicznie i głośno mówi- Zdecydowałem się, jednak będę kupował! Leniwie jedna się odwróciła do niego. -Tyskie proszę! - Nie ma, tylko Lech jest. - Dobrze proszę Lecha. - Nie ma ...chwilowo. Butlę trzeba zmienić.
Pada - To co jest!
Myślałem, że kobitka powie - Ja jestem - ale nie. Rozolutnie mówi - Grzane piwo jest. Chłopak bierze.
Kobitki między sobą - Ty trzeba tego tam zawołać, niech beczkę piwa zmieni. Mija 10 miniut. Nikt nikogo nie woła, nic nie zmiena. Wreszcie ruszyły same. Odpięły pustą beczkę, targają ją. Patrzę dokąd. Pomieszczenie gospodarcze 5 metrów od nich. Zostawiają pustą, biorą pełną. Piwo już znowu jest. Naprawdę 5 metrów!
Na koniec przebój sezonu, evergreen skansenu, czysty folklor. Ja słyszałem takie coś w dowcipie, ale żeby usłyszeć to na żywo i na poważnie i bez ironii to by mi do głowy nie przyszło.
Klient - Grzane wino proszę.
Pani - Nie ma...chwilowo. (siedziałem pół godziny, ludzie się przewalali i wciąż było chwilowo)
Ten klient był dociekliwy, przy tym zauważył stojące wszędzie butelki Kadarki.
Pyta - Jak to niema, czemu?
Odpowiedz:
_
KORKOCIąG SIę ZEPSUŁ!
_
Zacząłem w głos się śmiać, no nie dałem rady się powstrzymać. Patrzyli jak na idiotę ale ja miałem ubaw. Poszedłem po aparat do auta i uwieczniłem ten skansen pegeerowski na fotce.

Sale 70 %


Discover Monty Python!


sobota, 17 stycznia 2009

Dzielnia


Discover Black Strobe!


Na dzielni agregacja przebiega fazowo. O właściwą fazę się w zasadzie rozchodzi.
Na płynną wisienkę, na ładną panienkę co to za wisienkę przed agregacją się nie wzbrania.
_
Agregacja roślinna występuje w szczególnych miejscach agregację katalizujących (na rogu, pod latarnią, w altance, w ogródku, przy sklepie nocnym...).
W celu pozyskania agregatu, następuje agregacja wartości mikroekonomicznych na miarę zasobności kieszeni poszczególnych cząstek.
Następuje inżynieryjny proces agregacji czynników agregację potęgujących potocznie zwany "nabywaniem drogą kupna".
Informatyka schodzi do dzielni osiągając wymiar społeczny, po zajęciu obiektów agregacji sprzyjających następuje agregacja klas.
I agregacja cząstek części składowych agregatu.
Proces i wymiar iście polityczny w procesie agregacji preferencji.

_
Agregacja oznacza proces łączenia części w większą całość.
Ten termin jest stosowany m.in. w:
...
biologii: agregacja roślinna
chemii: agregacja cząstek
ekonomii: proces łączenia wartości mikroekonomicznych w celu uzyskania agregatu
inżynierii procesowej : agregacja procesowa
informatyce: agregacja klas w projektowaniu obiektowym,
...
polityce: agregacja preferencji - proces koordynacji interesów
...

Wyprzedaż 70%


Discover Lovage!


piątek, 16 stycznia 2009

Wrota piekieł...Rajska 3

Hossa? Ej nie, Bessa, zdecydowanie Bessa!
A jaki trafny adres na kolejne wrota piekieł - ulica Rajska.
Och jak wszystko tu trąci ułudą, lukrem itp.
Hossa na ulicy Rajskiej!
I gdzie te wszystkie prognozy, takie hura-optymistyczne. Ilu specjalistów wypowiadało się gdzie się da. Wszyscy jednako. Złotówa mocna, giełda w górę, wszędzie zwyżki cen mieszkań, kupić jak najszybciej zanim ceny za wysoko wzrosną. Głosy prawdziwych ekonomistów ginęły w mętliku życzeniowych wypowiedzi. Marketing to był nakręcający koniunkturę czy głupota. Nieważne. Ludzie wierzyli, wróciła gorączka kolejkowa i duch rywalizacji.
Od kilku lat się mówiło, że giełda jest znacznie przeszacowana, nadmiar gotówki jej szkodził. Nikt nie potrafił podać sensownego uzasadnienia tak silnej złotówki. Kto tego chciał słuchać. Kogo to interesowało. Wszyscy czuli się tacy bogaci.
Chęć posiadania, gorączka konsumpcji, bezrefleksyjna wiara że to już, że winda jedzie i przyspiesza, że się należy i już nie ulegnie zmianie.
I nagle niebo konsumpcji zmieniło się w piekło długów i kredytów do spłacenia. I w pole do studiów nad socjotechniką sterowania tłumami w dobie cywilizacji wizualnej.
Jakie to fajne jest zjawisko.
Pozytywne prognozy nakręcają ...pozytywne prognozy. Jak winda jedzie w górę, większość "specjalistów" prześciga się w podpowiadaniu jak wysoko zajedzie. Ale jak tylko winda ruszy na dół, Ci sami "specjaliści" gremialnie prognorują Sodomę i Gomorę. I kolejna prognoza spadków pociąga za sobą...następną jeszcze większą prognozę spadków. Mam nieodparte wrażenie, że w ten sposób tylko powodują rozchwianie rynku. A tłum się rzuca, raz w jedną stronę, raz w drugą, tam gdzie mu pokażą.
Nieliczni tylko, nikogo nie słuchając, patrząc tylko na tłum, poruszają się w stronę dokładnie przeciwną do tłumu. I oni są w stanie wykorzystać tą sytuację na rynku odnosząc rzeczywiste korzyści.
Zdyskontować jojo histerii rynku, to jest ta sztuczka!
Dopiero teraz dochodzi do mnie jak dobrze dobrano pewne symbole.
Hossa - rynek byka. Łeb nisko pochylić, rogi ustawić i nieważne, że widoczność prawie żadna ale walić do przodu. Co na rogi się uda nabić to zwyciężone i zdobyte.
Bessa - rynek niedzwiedzia. Oj tak ruski niedzwiedz ostatnio pokazuje co to oznacza. Ciemno, chłodno i głodno. Jak niedzwiedzie jaskiniowe. Wyginęły. W postępującej erze zlodowacenia, przy ich wąskiej specjalizacji pokarmowej, zabrakło roślin, którymi się żywiły. I tak, źle odpasione na zimę zdychały z chłodu i głodu w trakcie hibernacji zimowej nie mogąc doczekać wiosny.

czwartek, 15 stycznia 2009

Pigs


Discover Pink Floyd!


Ten dzień był jakiś całkiem nie taki. Szary, bez sensu, spiczniały do cna.
W tym targi we wspólnocie mieszkaniowej z przyszłym wykonawcą remontu. Nie wiem z kim bardziej trzeba negocjować? Z wykonawcą-przedsiębiorcą czy współlokatorami, napastliwymi, życzeniowymi, nieprzyjemnymi, chaotycznymi w prowadzeniu rozmowy nie mówiąc już o logice i porządku wypowiedzi. Raptem 12 mieszkań a raban taki, że rozwiązania ostateczne tylko do głowy przychodzą.
Kamienica stara, potrzeba remontu od dawna. A oni jacyś w próżni zawieszeni, nie w tych czasach. W starych czasach też nie, bo jak wtedy udało mi się załatwić osuszenie fundamentów na koszt miasta, to stałem się wrogiem publicznym, "szarogęszącym się młokosem". Musiało minąć prawie 15 lat, żeby do nich dotarło, że buda się zawali jak robót nie zrobią. Ale teraz już są właścicielami, sami muszą za to zapłacić!
Oj prawdziwe jest powiedzenie "Mądry Polak po szkodzie, Polka po rozwodzie". I szkoda jest, którą trzeba naprawić i rozwód od kasy miejskiej nastąpił. Teraz wspólnota kredyt wziąć musi, na 20 lat i chcieliby mieć wszystko i dobrze i za darmo. I znowu na mnie patrzą. Teraz już się nie szarogęszę? Teraz to ja jestem potrzebny tak? Drogi sąsiad jestem, tak? Psia Wasza jucha chorągiewki pieprzone wiatrem targane.
Dzisiaj mógłbym połowę z nich powystrzelać.
Aż mi się zachciało kolorów, kwiatów i światła takiego jak w południe, prosto w różowy ryj, całkiem nie fotograficznego. Takiego co to wszystko wypala, zrasza potem, drażni rozbudzonym pragnieniem. Stare zdjęcia z Almerii w Hiszpani trochę pomogły. Niewiele ale jednak trochę.
Dobranoc się Państwu, trzeba przespać te próżne swary sąsiadów dzielących skórę na niedźwiedziu (kredyt, remont), który jeszcze w lesie hula. Trzeba go upolować. Jest tu jakiś myśliwy wśród tych krzykaczy? Oni złupią skórę niedźwiedziowi jak już upolowany, martwy do stóp im padnie. Wtedy z ust potoki mądrości spłynął.
Chciałoby się rzucić parafrazowanym cytatem z Homera - Trzymajcie języki za zagrodą z zębów swoich!
Połowa z nich to nie są tacy ludzie co jak mówią, że coś zrobią to znaczy, że zrobią. Oni jak mówią, że zrobią to znaczy, że mówią.

środa, 14 stycznia 2009

You're My Mate - Stand Up (For The Champions)


Discover Right Said Fred!

Dar Zone Black Warior przypomniała mi, robiąc przy okazji PR temu blogowi, że wczoraj zacząło się głosowanie na Blog Roku 2008. Pierwszy etap potrwa tylko do 22.01.

Zachęcam Was do wysyłania SMS-sów z głosami na mój blog.

Treść SMSa A00941 trzeba wysłać na numer telefonu 7144. Koszt 1,22 zł.

Jeśli jednak uważacie, że nie warto marnować na mnie Waszego głosu, nie rezygnujcie. Wybierzcie inny blog i zagłosujcie. Np. Anka jest tego jak najbardziej warta. Kod SMS-a na jej blog jest A00404, też do wysłania na numer 7144.

Wasze pieniądze z SMS-ów są przeznaczone na konkretny, szczytny cel i dlatego głównie warto wziąć udział w tym konkursie.

Discover Mental Theo!
Te dzieciaki, na które pójdą te pieniądze są tego warte.
To one są mistrzami.
Prawdziwymi zwycięzcami tego konkursu.

wtorek, 13 stycznia 2009

Cappuccino...5,00 zł


Discover Tanita Tikaram!

Powoli odchodzimy od tego co Włosi nazywają prawdziwą kawą, un cafe, po naszemu espresso.
Dzisiaj pijemy cappuccino. Włosi piją je tylko rano i jeśli o innej porze dnia poprosimy o cappuccino to zanim przyjmą zamówienie powtórzą za nami głośno i bardzo pytająco - cappuccino??? Mnie to nie rusza, cappuccino lubię bardzo i zamawiam o każdej porze.
Zaczynamy paskudzenie kawy mlekiem. Ale z mojego subiektywnego punktu widzenia jakie smaczne jest to paskudzenie! Dla mnie smak kawy musi być złamany smakiem mleka.
Tyle, że to mleko też musi być zrobione z maestrią. Bo cała zabawa polega na odpowiednim spienieniu, sparowaniu mleka. I nie ma to wiele wspólnego z wprowadzeniem maksymalnej ilości powietrza do mleka i ubiciu piany na sztywno. To mleko ma być skremowane!
Para nie jest tu dostawcą powietrza do mleka tylko nośnikiem ciepła. Ma za zadanie przede wszystkim szybko i właściwie podgrzać całą objętość mleka.
Paruje się mleko szybko, intensywnie doprowadzając do temp ok 65 stC. Barista czuje temperaturę dłonią, w której trzyma dzbanek z mlekiem. Przeciągnięcie temperatury powyżej psuje smak mleka. Mleko schłodzone spienia sią lepiej. Ważna jest zawartość tłuszczu i protein. To one pod wpływem ciepła pary, po dobrym sparowaniu dają delikatną słodycz. Darujcie więc sobie mleko odtłuszczone lub dietetyczne.
Tak, że mleko sparowane ma konsystencję kremową lekko tylko napowietrzoną i wydobytą naturalną słodycz. I wtedy to jest to!
Do filiżanki lejemy espresso na to sparowane mleko i już, nic więcej!
Niektórzy paprają to jakimś kakao, posypkami itd. Fe! To już nie jest cappuccino!
Zaczynam od spróbowania łyżeczką pianki. Wtedy wiem czy jest dobrze sparowana - musi być słodkawa i gęstawa na języku. Dopiero leciutko słodzę, mieszam i piję. Mniam!
Gdy zamówicie sobie w kawiarni cappuccino, najpierw słuchajcie jak barista będzie spieniał mleko. Jeśli długo i głośno z przewlekłym bulgotaniem, już będziecie wiedzieć, że w tym miejscu na wiele liczyć nie możecie. Spróbowanie pianki łyżeczką powie wam całą resztę. Sztywno ubita piana o wytrawnym smaku bez odrobiny słodyczy oznacza, że dokonał się rękoma niewprawnego baristy mord wspaniałego smaku cappuccino.

Po czy przed świątecznie?


Coś dziwnego porobiło się z tymi świętami. Ostatni śledzik pożegnany dawno, ostatni kawałek piernika zniknął spłukany dobrą kawą a miasto wciąż świętuje? Czy może dopiero zaczyna świętować?
Wyznaję zasadę, że to lenistwo jest motorem postępu, bo często głowimy się tylko po to, żeby coś sobie uprościć, ułatwić. Historia wynalazków potwierdza tą tezę.
Handlowcy chyba powodowani tym samym wpadli na dobry pomysł. Nie wieszają ozdób na latarniach bo trzebaby je zdejmować okresowo. Wieszają na drzewach.
Drzewa i nasz świąteczny rozkład jazdy ułatwiają im życie. No bo jedne święta minęły, lampki trochą się poświecą i...powiesi się serduszka, rozda całuski i będą Walentynki.
A potem jajeczka pod drzewka, na gałązki kurczaczki, pod którymś drzewem baranek i będzie Wielkanoc.
Zaraz potem liście skryją wygaszone lampki.
A jak opadną to włączy się lampki znowu na święto niepodległości 11 listopada a pod drzewami będzie spacerował aktor przebrany za Piłsudskiego.
Zaraz po ogłosi się początek sezonu bożonarodzeniowego, zaparkuje sanie i renifery a aktora przebierze za św. Mikołaja.
Sprytnie. Jest patent? Jest!
Wszystko dzięki temu, że lampki wiszą na drzewach i latem liście je kryją.
Ja nie mam nic przeciwko temu. Zapraszam wielkie sieciowe sklepy do centum miasta. Może dzięki temu będziemy więcej drzew w mieście mieli? Nawet "zalampione" nadal zostaną drzewami, zielenią w mieście.
Zmiana znanego hasła sterowana silną ręką rynku.
Zimą zamiast liści na drzewach wiszą...lampki.
Zima Wasza wiosna Nasza!


Discover Chet Baker!

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Wrota piekieł...Wały Piastowskie 6

Znam tylko jeden cel edukacyjny...spełniony. I do tego niechcący i nikt za to nie chce pieniędzy!
Od dawna chodzi mi po głowie pytanie, czemu my jesteśmy tak narzekającym narodem? Skąd się to wzięło? I do tego tak powszechne? Wiele mamy cech narodowych, ale żadna nie jest chyba tak powszechna jak nasze narzekanie.
Ano takie mamy powszechne cechy jak i powszechne jest nauczanie!
Przyszło mi to wreszcie do głowy na fali niedawnych dyskusji dotyczących ograniczenia praw emerytalnych, w tym nauczycieli. Poczytałem trochę artykułów, trochą blogów nauczycielskich. Obraz jest jasny i jednoznaczny. To ONI! Oni nam zafundowali to piekło, otworzyli te wrota narzekactwa i niezadowolenia.
Bardzo mi szkoda tych dobrych nauczycieli. Mamy ich nie mało. Uwielbiam ich za ich pasję, wiarę, talenty i wartości.
Ale zdominowani są przez ogół ciała pedagogicznego na dość miernym poziomie. Ludzi, którzy trafili do zawodu z różnych powodów, często przypadkowo, skuszeni przywilejami i ochroną ustawową a czując się bezpiecznie nabrali przekonania o swojej wyjątkowości, wysokim poziomie, doznanej krzywdzie i niewdzięczności ogółu. Tylko, że prywatne szkoły nie chcą ich zatrudniać. Ciekawe czemu?
Nic konkretnie od siebie nie potrafią powiedzieć, konstruktywnie określić, ot chcą "godnie żyć, adekwatnie zarabiać, być docenionymi". Za co pytam? Za niechęć do samorozwoju, za nielubienie swojej pracy i dzieci, za to, że mają do niej podejście jak robotnik w fabryce - odbić kartę zegarową i spierdalać do domu? I te ogólniki. Adekwatnie do czego? Do kwalifikacji i osiągnięć, czy życzeniowych aspiracji? Godnie zarabiać to znaczy jak i za co? Z kim się porównują jeśli o innej pracy nie mają pojęcia? Komu w portfel zaglądają jednocześnie zasłaniając oczy, żeby nie zobaczyć ogromu trudu, który inni wkładają we własną pracę i życie?
Biedne nasze dzieci. To z nimi, z nauczycielami spędzają większość swojego dzieciństwa. Z nami nie za wiele. Z rówieśnikami tylko po lekcjach. Za to nawet jeśli nauczyciele są różni na różnych lekcjach to ich postawy życiowe i wartości, podejście życzeniowe do wszystkich wokoło pozostają niezmienne. Taką postawę po wiele godzin dziennie, przez wiele lat, prezentuje się dzieciom, których osobowości właśnie się kształtują i jeszcze każe wierzyć w autorytet i mądrość tych osób. Mądrość przedmiotową kwestionowałbym rzadziej ale życiową i system wartości w dobrych 80 procentach. A dzieci tak wyposażone niosą takie postawy dalej w swoje życie. Przekazują innym. Proces dziedziczenia postaw znane zjawisko.
Wrota piekieł. Polskich piekieł. Spełniony cel edukacyjny systemu powszechnego nauczania.
Zazdrość, zawiść, byle jakość, wymaganie od innych, wysokie oczekiwania mierne starania, taryfa ulgowa dla siebie. Tak łatwo potrafią się przy tym usprawiedliwiać i rozgrzeszać. A diabeł czeka i się cieszy!
Polskie piekło. Zamiast równania w górę, ściąganie lepszych w dół. Kocham piekło, zawsze jest ciekawie. I jeszcze im za to płacimy i wdzięczni jesteśmy!
Ja bym utrzymał te przywileje emerytalne, pogoniłbym ich na marne emeryturki. To nie jest dla nas nadmierny koszt w porównaniu z tym jakie spustoszenie w głowach dzieci czynią. Może nowe pokolenia, wyrosłe z innych "warunków rynkowych" będą w stanie odwrócić ten cel dydaktyczny? Zwłaszcza jeśli przyjdzie im pracować z tymi świetnymi nauczycielami, którym tej wcześniejszej emerytury bym niestety odmówił.
Przecież dobra praca to przywilej a nie przykry obowiązek, prawda?
Jeszcze raz podkreślam, że nie dotyczy to co wyżej napisałem, rzeszy wielu świetnych nauczycieli, którzy z grozą i poczuciem porażki patrzą na degradację własnego srodowiska.
I diabelskie efekty takich postaw.
_
PS. Łatwy test na wykrycie tych o których piszę. Na wywiadówce idzcie porozmawiać indywidualnie. Spytajcie co wasze dziecko robi źle. Musicie dużo czasu sobie zarezerwować. Lista będzie długa. Dajcie im mówić, potakujcie, przyznawajcie rację. Na koniec jak się wysapią, zadajcie tylko jedno pytanie.
Czy Pani/Pan potrafi dla odmiany powiedzieć coś dobrego o moim dziecku?
Odpowie Wam cisza. Oni nie lubią dzieci i widzą w nich tylko wady, kłopoty i problemy!

niedziela, 11 stycznia 2009

Naturalnie w centrum


Discover Sade!





Discover Sade!

Naturalnie w centrum dzisiaj dużo się dzieje. Tak jak w każdym innym mieście w Polsce. Gra orkiestra Owsiaka. Ludzie ciągną tłumnie, każdy serce ma choć jedno, dzisiaj nawet widoczne. Wrzucają pieniądze i uśmiechają się.
Naturalnie w centrum takich uśmiechniętych i życzliwych rodaków chciałbym widzieć codziennie. Potrafimy być życzliwi. Potrafimy być uśmiechnięci. Potrafimy być bezinteresowni.
Czemu nie na codzień? Czy to jakieś zagrożenie? Czy okazując taką postawę gorzej nam się będzie wiodło?
Naturalnie w centrum nawaliło dzisiaj narodu tyle, że trudno przejść. Ale niektórzy, zmarznięci, zmartwieni nie mogą doczekać się autobusu. Królowie splina. Jak taka smutna twarz, naturalna w inne dni, dzisiaj wybija się na ulicy i trąci czymś nienaturalnym w morzu powszechnej choć jednodniowej, bez skrępowania okazywanej życzliwości.
Naturalnie w centrum dzisiaj króluje życzliwość.
Naturalnie w centrum naturalnie.
Naturalnie dzisiejszy post sponsoruje literka N !

Agnieszka - ankieta

Ponieważ z mojej winy ankieta nie była na czas (za późno wysłałem ją do Agnieszki) w ten sposób Agnieszka ma drugą, uzupełniającą odsłonę na blogu. Kilka pytań zostało bez odpowiedzi, ale to też jest odpowiedz.
A ponieważ większość komentujących wymieniała ten portret jako jeden ze zwracających ich uwagę, więc go zamieszczam, po drobnych interwencjach usuwających te elementy, które mi w nim przeszkadzały. Na blogu możemy sobie pozwolić na tą drobną manipulację.
Twoje imię:
Agnieszka
Twoje zajęcie:
Student
Twój ulubiony kolor:
Biały
Twój ulubiony ubiór:
-
_
Od jak dawna pijesz kawę?:
kawę pijam odkąd pamiętam
Kawa czarna czy biała?:
przeważnie latte
Czy tylko kawa z expresu czy pijasz też „napój kawowy np. z rozpuszczalnej”?:
czasem także rozpuszczalna
Ile kaw wypijasz dziennie?:
dziennie wypijam 3 kawy
Ile napojów kawowych wypijasz dziennie?:
-
Jaka muzyka pasuje do kawy?:
-
_
Przychodzę do Coffe Express od:
do Coffee Express przychodzę prawie od początku
W Coffee Express zamawiam zwykle:
w coffee express zamawiam zawsze latte na pojedynczym espresso z syropami smakowymi zwykle
W Coffee Express podoba mi się:
przytulny klimat
W Cooffee Express nie podoba mi się:
nie ma takiej rzeczy no może tylko, żeby latem było miejsce, żeby usiąść przy kawce.
Chciałbym/Chciałabym, żeby w Coffee Express było:
-
Na koniec Agnieszka pozdrawia i dziękuje.
_
Ciekaw jestem kiedy któraś z portretowanych kobiet powie, że podoba jej się barista lub, że to jest ten "element", który trzeba zmienić? E tam, pierwsze zbyt odważne a drugie nieuzasadnione!

sobota, 10 stycznia 2009

Americano 4,50 zł



Puryści kawowi uważają, że americano to już nie kawa tylko jej popłuczyny. Tak do końca bym się z tym nie zgodził. Kto z nas w domu nie pije rozpuszczalnej dolewając może tylko do niej trochę zimnego mleka? Taką kawę ja nazywam "napojem kawowym" i siorbię cały boży dzień.
A americano jednak robione jast z prawdziwej cafe czyli espresso. Tyle tylko, że do większego kubka najpierw wlewamy świeżo zagotowaną wodę, którą kubek troszkę ostudzi i do tego delikatnie wlewamy espresso. Dobrze wlane zachowa nawet na wierzchu cremmę. Zabić mocą nie zabije, żołądka nie przenicuje. Ot kawa na cały dzień picia.
Ale w Coffee Express nie widziałem, żeby ktoś zamawiał americano. Muszą jednak być tacy amatorzy bo inaczej pewnie nie byłoby jej w menu.
Dla mnie to trochę dziwne, bo mając możliwość napicia się naprawdę dobrej kawy w mieście ludzie biorą "tą gorszą". Pewnie przypadkowi a nie stali klienci, przyzwyczajeni do kawy serwowanej w większości miejsc. W takim razie tutejsze americano będzie mimo wszystko dla nich przyjemnym zaskoczeniem.
A kawowi puryści pewnie zgodzą się z parafrazą napisu na moim kubku " Americano! The end of a perfectly good coffee taste!" Kubek jakby specjalnie zrobiony do picia americano.

piątek, 9 stycznia 2009

Re pure joy

Dear visitors from abroad. As I have noticed certain number of visits on my blog from abroad right after publishing the post "Pure joy", I feel like to give you my warm welcome and invite you to feel free to give the comments on the blog. However I write here in my mother language, which is obviously polish, for the once who could not follow the words, its own language can speak only the photos I did and enclosed to this blog. Hope it could be enough.
As long as the comments will stick to English I could try to reply. Other languages will be hard for me to go, however simple German I may understand, Swedish is the past for me since I do not use it since many years and Russian is rather useless as I did not noticed any visitor from such direction.
I do hope the "pure joy" post was the kind of the one you have been searching for. Otherwise, I feel sorry but could not offer you such the service as some were searching for I guess. To make it clear I have to give my statement asking very first time myself what the kind is my blog like?
This is the adventure with photography, words as well as with me. Place free from bullshit, fakes and artificiality. Which I actually proved with making this post, right? Who like it, please come more often. If not than other contents I am sure it is easy to find on particular services.
Regards
Greg

Pure joy


Discover DAB!

Gdańsk okryty śniegiem i zmrożony jak rzadko się zdarza. Przymroziło najpierw ostro a pod koniec, mróz zelżał i sypnęło śniegiem. Na Coffee Express tak tego nie widać bo stoi w miejscu gdzie w taką pogodę nieźle dmucha i zwiewało śnieg. Niemniej w takiej scenerii warto było zrobić zdjęcia.
Prawdziwa zima, gorąca kawa i nowy obiektyw - pure joy.
A dzisiaj na plusie i wszystko już spływa. I tyle było zimy w Gdańsku proszę Państwa. Ciekawe czy w tym sezonie śnieg się u nas jeszcze pokaże?




Blog Widget by LinkWithin