niedziela, 31 sierpnia 2008

Kraby



TUŁACZ KASZUBSKI
Ten krab żyje na piaszczystych wzgórzach w zmiennym, wilgotnym klimacie Kaszub. Noc spędza w bezruchu. W dzień wychodzi na powierzchnię, by przegrzebywać pagórki w poszukiwaniu pożywienia. Żywi się kamieniami i żwirem pozostałymi po przejściu lodowca. Bardzo jasne ubarwienie świetnie maskuje go na piasku. Kraby te są mało czujne. Jeśli coś je zaniepokoi, huczą głośno i toczą się powoli po piasku lub zastygają w bezruchu.

Klasyfikacja
Gromada: Pancerzowce
Nazwa naukowa: Casupode ceratophthalmus
Rozmieszczenie: Wzgórza polodowcowe w miejscowości Rybaki
Wielkość: Znaczna
(per analogae - Tułacz Hawajski, Ocypode ceratophthalmus)

sobota, 30 sierpnia 2008

Potop?

E nie, potop Panie w tym roku odwołali!
Można tu przyjąć tą samą metodę, na podstawie której, z zachowania górali wnioskujemy o tym jaka będzie zima. Właściciel łodzi, dobry chrześcijanin, jak widać śpi spokojnie, stanem łodzi się nie przejmuje. Ludziska boją się ostatnio trąby powietrznej, huraganowego wiatru i niezmiernych opadów, a patrząc na postawę sternika tej łajby, ja się uspakajam. Łódka mu do niczego nie potrzebna w tym roku. Musi wie co robi. Dla rejonu Kaszub na ten sezon - potop odwołali .
Za to ślimaki mają używanie. Taka piękna platforma widokowa! To nic, że najpierw troszkę pod górkę, ale za to potem z osobistą ślimacznicą, można sobie posiedzieć, widoki pooglądać i zadbać o ciągłość gatunkową. Po tych uniesieniach zostały tylko zawiłe ścieżki wyrysowane ślimaczym śluzem na brudnym kadłubie .

czwartek, 28 sierpnia 2008

Wakacji czar - komentarz

Komentarz do mojego posta z 12 sierpnia. Wtedy nie napisałem pod nim nic. Teraz to nadrabiam.
Przyglądając mu się dzisiaj ponownie, miałem nieodparte skojarzenie z filmem "Gosford Park" Roberta Altmana.
W moim poście widać na pierwszy rzut oka: Imprezka/koncert. Pierwszy szmerek i papieroski z kolesiami. Wakacyjna miłość, tak świeża jak ulotna, chyba, że brzemienna w skutki.
Uderzyło mnie to, jak jest to niezmienne, niezależnie od płaszczyzny, na której się dzieje.
Kontekst Gosford Park? Może nie wprost ale pewne stałe punkty też oczywiste:
Przyjęcie, herbatka, roberek, koniaczek. Cygarko wypalone na lekkim rauszu w bibliotece w towarzystwie gentelmenów. Wieczorem panna służąca z termoforem lub lokaj ze szklanką gorącego mleka.
Ach te angielskie mgły, były tak przejmująco chłodne i wilgotne! Pewnie dlatego 'termofor' i 'gorące mleko' to niezbędne dodatki. Grunt to mieć dobre wytłumaczenie!

Poranek agroturysty

Spełniony, późny i leniwy!

Lizaki 1


Mała wieś Lizaki kilka kilometrów w bok od drogi Kościerzyna - Wdzydze Kiszewskie, to dla mnie prawdziwe odkrycie kilkudniowego szwendania się po Kaszubach. Sama wieś jak to zwykle, trochę gospodarstw rolnych, nie zawsze schludnych i trochę domów letniskowych. Więcej domków i domów letniskowych rozrzuconych między okolicznymi zalesionymi wzgórzami. Położenie bardzo malownicze.
Trzeba tam dojechać przez kompletnie zniszczony przez pobliską żwirownię w Rybakach krajobraz. O żwirowni innym razem.
W samych Lizakach są m.in. piękne stawy, pewnie rybne sądząc po łodziach ale z drugiej strony chyba nie eksploatowane nadmiernie patrząc na to jak są zarośnięte. Zdjęć stawów zrobiłem tylko kilka, z konieczności zza płotu. Chociaż furtka była otwarta, to jednak nie było nikogo, kogo możnaby spytać o pozwolenie wejścia. Zostałem za płotem, to prywatny teren.

środa, 27 sierpnia 2008

Użytek ekologiczny





Zarośnięte bagienka na morenach polodowcowych Kaszub nie są czymś niezwykłym. Wiele razy oglądane na spacerach. Dawno temu z rodzicami nie raz w pobliżu takich miejsc zbieraliśmy grzyby. Wokół lasy sosnowe a między nimi uroczyska.
A tu nagle przyszło nauczyć się nowego określenia - użytek ekologiczny!
Miejsca takie jak "żabie błota" zależne są wyłącznie od wody opadowej. Leżą w zagłębieniach między wzgórkami a zapewne gliniaste podłoże nie pozwala wodzie wsiąkać. Z jednej strony to miejsca z których wydobywało się torf a z drugiej ostoja rzadkich zwierząt i roślin. Piękne miejsca, które zmieniają swój wygląd z szybko zmieniającą się na wybrzeżu pogodą.
Mimo, że "żabie błota" to miejsce na prywatnych gruntach, zaprzestano wydobycia torfu, postawiono tablice informacyjne i pomost, którym można wejść suchą nogą na ten teren.
Podoba mi się takie podejście.

piątek, 22 sierpnia 2008

Początek!?

Jak bardzo zmieniłby się sens gdyby tylko po każdym słowie postawić kropkę?
Początek. Akwen. Strzeżony.
Następstwo czasu, miejsca i akcji.
Funkcja informacyjna byłaby zachowana.
No i wkradł się sarkazm.

czwartek, 21 sierpnia 2008

Narożny grill

Z drugiej strony Barcelona może być tak przyjemnym miejscem. Restauracja Los Caracoles położona na starym mieście, oprócz przytulnego wnętrza ma też narożny grill zamykany kratą.
Pod wieczór, gdy wąskie uliczki z wolna wypełniają się ludzmi, leniwe powietrze niesie zapachy grilowanych specjałów. Gdy krata wreszcie się rozsuwa, wprost z grila można kupić to o czym powonienie informowało nas już dawno a ślinianki przywitały wzmożoną pracą. Podchodząc jesteśmy już gotowi do sięgnięcia po portfel, byle szybko, niech brzuch już nam tak nie burczy a ślina nie plami kołnierzyka.

środa, 20 sierpnia 2008

Złodzieje

Barcelona, mekka turystów i miłośników Gaudiego, jak każde inne duże miasto cierpi na te same plagi.
Przypomniało mi się, że mam to zdjęcie, po wysłuchaniu pewnej opowieści o wymarzonej wyprawie do Barcelony. Zdjęcie zrobiłem na starym mieście Barcelony w ubiegłym roku w porze wieczornej, stąd dziwne światła pochodzące z oświetlonych witryn sklepowych. Jak widać tambylcy nie mają złudzeń co do współmieszkańców. Nawet kwiat wystawiony przed sklep, został oszpecony łańcuchem. Ale lepszy kwiat z łańcuchem niż puste po nim miejsce.
Wyprawa, z której relację wysłuchałem odbyła się w tym roku. Skończyła się niefortunnie i szybciej po tym jak turyści z Polski zostali bezczelnie, w biały dzień okradzeni. Na czerwonym świetle w centrum miasta przekłuto im oponę nożem. 1 czy 2 "przechodniów" oferując pomoc turystom, którzy wysiedli z auta, żeby zobaczyć co stało się z kołem, odwróciło uwagę od złodzieja, który w tym czasie okradł kabinę auta. Poszła torebka z dokumentami, pieniędzmi, kartami kredytowymi, telefonem itd. Bardzo dotkliwa strata, która skutecznie zmąciła przyjemność pobytu w wymarzonym celu podróży, do którego jechali przez całą Europę. Stare wydawałoby się sposoby na "flaka" w nowym wydaniu okazały sią hitem tego lata w Barcelonie. Policjanci nie byli zdziwieni sposobem dokonania kradzieży. Dobrze, że chociaż starali się pomóc turystom jak tylko mogli, żeby zatrzeć to niemiłe wrażenie z jakim przywitała ich Barcelona.
Po powrocie do domu, niespodzianka od złodzieja. Nie, nie kochani, jeśli myślicie, że odesłał dokumenty to jesteście niepoprawnymi optymistami. Mimo próby zablokowania telefonu, złodziej jeszcze zdążył wygadać kilkaset złotych na konto byłego właściciela!
Najlepszy w tym okazał się nasz operator telefonu, który stwierdził, że trzeba osobiście i na miejscu w Polsce zgłosić kradzież telefonu, żeby zablokować kartę. Dobre nie?
Od dziś jestem zwolennikiem klonowania. Własny klon na miejscu w domu załatwi w trakcie moich wyjazdów mnóstwo rzeczy, do których polskie instytucje wymagają osobistego stawienia się! A miałem już takich urzędowych, bezsensownych sytuacji kilka. Ja to pikuś, większość czasu jestem w Polsce ale co ma powiedzieć liczna rzesza naszych rodaków rozsianych zarobkowo po całym świecie, kiedy podejmą próbę załatwienia jakiejkolwiek sprawy urzędowej na odległość?

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Gruzja vs. Tradycja


Mnóstwo jest dowodów kultywowania "chlubnej tradycji" moskali przez Armie Carskie, bohaterską Armię Czerwoną, i teraz niezwyciężoną Armię Rosjii.
Nie trzeba daleko szukać. Gdańsk też to zna.
Tradycja zaczęła się, o czym zapomniano nas uczyć w szkołach, w trakcie potopu moskiewskiego w 17w. (http://www.wiz.pl/main.php?go=1&op=2&id=75 - fragment artykułu) i "wyzwolenia" Wilna. Podwaliny tradycji to śmierć kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców, rozgrabienie i spalenie miasta. Spustoszenie wszystkich zajętych ziem. Wywieziono w głąb Rosji oprócz łupów wszystkich, którzy cokolwiek umieli, od szewca do uczonego. Białoruś do tej pory nie odbudowała swojej silnej inteligencji, stale będąc w "strefie wpływów".
Od tamtej pory stale ten sam scenariusz.
Teraz przyszedł czas na Gruzję.
Nawet nie trzeba słuchać wiadomości, wystarczy liznąć trochę historii i już wiadomo co tam się dzieje. Co znamy? "Wyzwalanie" na prośbę uciśnionych narodów, grabieże, morderstwa i sianie zniszczenia bez skrupułów. Szybko wkroczyli, wolno się wycofują mając "obiektywne" trudności. Łamane rozejmy, zrywane umowy. Puszczenie hord grabieżczych w tym wypadku z Osiatyńców, ma zdjąć odium najcięższych win z "wyzwoleńczej" armii, która w odpowiednim momencie rozprawi się z tymi hordami ku chwale ojczyzny i z pieśnią na ustach.
Pomoc humanitarna w ich wykonaniu powinna dawno zmienić definicję tego pojęcia.
Jak długo można grać tą zgraną kartę? Jak długo można ludzi na to nabierać?
To przykład najbardziej konsekwentnie i przez wieki kultywowanej "tradycji".
Wielka Rosja kocha tradycję. Gruzja jej doświadcza (po raz kolejny).

Bułgarski parasol


Półoficjalne raporty mówią o wzmożonej penetracji Polski przez agentów krajów ościennych. Miejsce zaobserwowanej akcji: Jarmark Dominikański, ostatni dzień, sektor stoisk ze starociami. Tu można sprzedać/kupić wszystko, od starej pralki z korbą (rakiety ziemia-ziemia) po przedwojenne, retuszowane ręcznie soft-porno (tajne mikrofilmy). Niezła przykrywka. Doskonałe miejsce do działań operacyjnych lub ćwiczenia się w profesji. Tym razem chyba były ćwiczenia z eliminacji niepożądanych elementów przy użyciu starej sztuczki z parasolem z trucizną w szpikulcu. Ciasno, ludzie zajęci czym innym, łatwa bułgarska robota. Jak tutaj trzymać się poza zasięgiem parasoli? Ostatnio ciągle pada i niemal wszyscy targają parasole!
Muszę kończyć posta, lecę do psychiatry. Stopień paranoi przekroczył bezpieczny poziom. A myślałem, że wystarczy wyrzucić z domu telewizor! Tyle lat wyrzeczeń, straconych teleturniejów i seriali, a i tak cholera nie poskutkowało. Trzeba się będzie zgłuszyć chemią.

niedziela, 17 sierpnia 2008

Krzych

One of the best man I know.

środa, 13 sierpnia 2008

Pstrykanie...




opanowało świat. Jak kosmiczny Big Bang wybuchło kilka lat temu i niepowstrzymanie stale się rozrzerza. Telefony z aparatami, wszelkiej maści małe i duże aparaty i aparaciki, aż po najwyższej klasy sprzęt, który nie jest tak trudno zobaczyć w rękach majętnych amatorów-turystów. Niedługo będą tostery z aparatami lub inny sprzęt kuchenny dokumentujący nasze codzienne zajęcia (lepiej, żeby kuchenny niż łaziebny!).
Pstrykają wszyscy. Podobno w dużych miastach nie ma zdarzenia, którego nie uwieczniłby ktoś na zdjęciu. Możemy być pewni, że jesteśmy na tysiącach fotografii, wystarczy w miarę regularnie zjawiać się w centrum miasta. Zamiast podróży palcem po mapie, podróżujemy na kartach pamięci aparatów po wszystkich zakątkach świata. Jako tło zdjęć z wakacji, istniejemy na dyskach tysięcy komputerów.
Ja też się na to załapałem, też to robię. Kto wie skąd jest ta para zawzięcie pstrykająca zdjęcia? Ja przywiozłem ich do Polski. Dokąd oni mnie zawieźli?

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Pies obronny

Nocą na ulicach Rzymu niektórzy mają "środki zaczepno-obronne".
Mimo błysku kiepską lampą prosto w oczy "środki" zachowują spokój i powagę.

sobota, 9 sierpnia 2008

Numero uno

Watykański przewodnik.
Najlepszy? Najszybszy? Najstarszy? Mister Watykanu 2007?

Oczy


piątek, 8 sierpnia 2008

Na fali

Tematyka, miejsce i wieloznaczność tytułu pasują idealnie do Czarka.
Sava Cezar! Se vre? Tres bien, merci.

środa, 6 sierpnia 2008

Dar Boży




W starym skeczu kabaretowym Grześkowiak lub Chyła (nie pamiętam już) przekonuje, że jedynym prawdziwam darem bożym jest ludzka głupota. Wszystko inne można zdobyć lub stracić ale głupota jest dana raz na zawsze. Albo ją masz i się nie pozbędziesz albo choćbyś nie wiem jak się starał, nie unikniesz losu i rozterek inteligenta, bo na głupotę jak się nie załapałeś tak już szans nie masz.
Wczoraj w basenie jachtowym w Pucku byłem świadkiem objawienia tego daru bożego w czystej postaci. Mimo trwającego kilka dni sztormu, podawanych w radio i przez kapitanaty ostrzeżeń, żeby nie opuszczać portów, zawsze znajdzie się ktoś, kto tak jak w opisywanej sytuacji, żeby zaimponować dziewczynom, jest gotowy zaprezentować to czego innym Pan Bóg poskąpił. Czy podryw na głupotę ma szanse powodzenia?
Kiedy już się zmierzchało a wiatr wiał nadal tak silnie jak w ostatnie dni, znalazł się młodzian, który w towarzystwie dwóch dziewcząt, postanowił sobie popływać na motorówce. Radośnie odbili od przystani i na pełnym gazie wycięli na otwartą wodę. Silnik motorówki okazał się mądrzejszy od skipera i nie czekając długo odmówił współpracy. Mimo usilnych prób uruchomienia, wspartych najgrubszymi przekleństwami skipera i towarzyszących mu dziewcząt, silnik już nawet nie beknął. Jak się okazało po dłuższej chwili, silnik wiedział co i kiedy robi. Przy tym kierunku wiatru motorówkę zdryfowało z powrotem na samą końcówkę falochronu portowego. Gdyby na silniku popłynęli choćby 10 m dalej, minęliby dryfując główkę falochronu i poniosłoby ich dalej. Robiąc zdjęcia doszedłem właśnie na koniec falochronu i mogłem wszystko obserwować. Poczekałem na dryfującą motorówkę, żeby upewnić się, że jednak tym razem jeszcze im się uda i oczekując na rozwój sytuacji. Ledwie sobie poradzili (trzeba było im pomóc) z ochroną dopychanej wiatrem i falami do falochronu motorówki. Nie muszę mówić, że nie bardzo wiedzieli co robić. Dziewczyny nawet bały się wstać z foteli motorówki, żeby ją chronić, ubrani byli jak na spacer a nie na wodę, nie było kapoków, ba nawet marnego wiosełka, nie mówiąc o kotwicy czy rakietnicy. Dobrze, że ich nie rozwaliło o nabrzeże. Dobrze, że nie zniosło ich na otwartą wodę!
Całe zdarzenie przypomniało mi sytuację, w której uczestniczył lata temu mój dobry znajomy, pracownik Instytutu Oceanografii, m.in. płetwonurek. Dysponując odpowiednio wyposażoną łodzią motorową i jej obsługą z gdańskiego klubu płetwonurków Rekin, zrzucili ją na wodę w Redłowie i nurkowali daleko od brzegu wykonując badania dla instytutu. Kiedy już się zbierali po kilku godzinach nurkowania do domu i płynęli do plaży, silnik padł. W trakcie godzin nurkowania wiatr się wzmógł, odwrócił i wiał od plaży. Wiosła i inne próby nic nie dały. Znosiło ich na pełne morze a wiatr gwałtownie tężał. Fale rosły w miarę oddalania się od brzegu. W czasie wielu godzin dryfowania próbowali wszystkiego co mogli zrobić. Ci co nurkowali znosili to lepiej, byli przecież w piankach. Sternik choć ubrany odpowiednio na wodę, ale mokry opadał z sił szybciej. Na pełnym morzu fale wchlapywały wodę do motorówki. Na zmianę wybierali wodę, rozgrzewali się. W każdej chwili mogło ich zalać, przewrócić, zatopić. Wyniosło ich przez redę, między statkami daleko w otwarte morze. Tracili już siły i nadzieję. Uratowała ich załoga helikoptera ratowniczego i to naprawdą w ostatniej chwili. Ocalili życie, stracili cały sprzęt i łódz. Szczątki łodzi podobno długo później wyłowiono aż w zatoce fińskiej.
Tak się może wydarzyć przy normalnej pogodzie i jej gwałtownej zmianie, nawet ludziom obytym z morzem i przygotowanym.
Ale jak ktoś jest obdarzony darem bożym to nie ma mocnych, musi błysnąć przed laskami. O zmierzchu, w sztormie wychodzić w morze łodzią do tego się nie nadającą to trzeba mieć jaja z brązu (poza wspomnianym darem i nic więcej). Według chłopaka, wszystko wina silnika. Zero refleksji. I jeszcze ktoś wychodziłby w morze ryzykując, żeby ich ratować.
Gdy byłem ratownikiem wodnym, nic mnie tak nie wkurzało jak myśl o ludziach, którzy w swej głupocie giną na wodzie a jeszcze narażają ratowników na niebezpieczeństwo w trakcie prób ratowania. Często mam wrażenie, że ratownicy mają generalnie ich życie w cenie bardziej niż sami ratowani.
Co innego wypadki i nieszczęścia. Wtedy wysiłek i poświęcenie ratowników są bezcenne i są jedyną nadzieją dla ratowanych.

Barwy wody

W czasie sztormu woda ciemnieje.
To nie jest już ten lazur spokojnego morza, w którym odbija się bezchmurne, rozświetlone słońcem niebo.

Letni sztorm





W całej Polsce i nie tylko wiatr narozrabiał jak diabli. Wielu ludziom dosłownie zdmuchnął sprzed nosa wszystko.
A z drugiej strony na wybrzeżu to normalna część codzienności, choć letnie sztormy częściej się zdarzają na przełomie lipca i sierpnia niż kiedyś. Ocieplenie klimatu.
Choć fale bardzo słabe bo przy zachodnim wietrze Zatoka Pucka jest osłonięta i morze nie ma się jak rozbujać, to przy tym takie widoki jak na zdjęciach z basenu jachtowego w Pucku to dla turystów widoki nie do zapomnienia. To samo niebo i morze, które oglądali z pozycji foki leżąc na plaży, nabrało charakteru i wyglądu, który zabiorą w pamięci ze sobą do domu. Prawdziwe wakacje nad morzem.
A dla winsurferów taka pogoda to raj. Mała fala w zatoce i silny wiatr to frajda do bólu. Już chyba szybciej na gdańskim wybrzeżu nie da się na desce śmigać.

niedziela, 3 sierpnia 2008

Headless rider.

Lucky that horse has a head at least. Big enough for both I guess.

W rynku

Wrocław

Blog Widget by LinkWithin