czwartek, 25 lutego 2010

Odbić się w Lindberghu

transfotografa 2008
Peter Lindbergh

wtorek, 23 lutego 2010

Pan Kapitan



Mea culpa, biję się w piersi w poczuciu winy.
Emerytowany Pan Kapitan, w trakcie licznych swoich rejsów ominął szczęśliwie wiele raf a utknął na rafie Agregata. :-(
To są portrety zrobione w końcówce stycznia ubiegłego roku, do cyklu portretów gości Coffee Express. Jedne z ostatnich wtedy zrobionych. A zaraz potem, czas tak przyspieszył, że nie zabrałem się za obróbkę zdjęć, za wybór najlepszych, za wydruk odbitek. Całkiem przestałem prezentować wybrane portrety w Coffee Express. Zabrakło czasu, miejsca, woli...
Pan Kapitan bywał w Gdańsku tylko przy okazji wizyty u lekarza. Wstępował po drodze na kawę, kupował trochę mielonej do domu. Widziałem go po zdjęciach jeszcze raz. Miał wtedy do mnie pretensje, że fotografie jeszcze nie gotowe. Dzwonił potem kilka razy i pretensje narastały. Straszył mnie wtedy, niby żartem, że szybciej umrze, bo przecież w każdej chwili go może wciąć, zanim zrobię mu odbitki.
A ja nic :-( Co innego obrobić fotkę jedną czy dwie na bloga, a co innego przejrzeć kilkadziesiąt, zrobić selekcję, wybrać kilka docelowych, zrobić korektę, przygotować do wydruku. I jeszcze do labu trzeba się kopnąć, zrobić wstępne wydruki do korekty koloru i końcowego wyboru. Znowu zrobić korektę i znowu kopnąć się do labu zrobić na gotowo. Zwykle to sama przyjemność, ale cholera no po prostu nie było kiedy. Lab otwarty w godzinach, w których człowiek najbardziej zajęty.
Dopiero pod koniec gorącego i pracowitego lata zabrałem się za to i udało mi się w końcu zrobić odbitki. Pan Kapitan już się wtedy nie odzywał, na kawę nie przychodził. Straciłem klienta. Mam tylko nadzieję, że nie spełnił swojej groźby odnośnie wyścigu z czasem.
I teraz patrzę na odbitki, które leżą przede mną, niedostarczone do portretowanego. Przeleżały kilka miesięcy, od kiedy je zrobiłem. Wysyłać pocztą nie chciałem, bo to takie bezosobowe a zawieźć się nie zdobyłem i wciąż mi uciekało. Efekt - nie zrobiłem nic. Dupa blada. Trzeba będzie wysłać. Mam nadzieję, że nie wrócą z adnotacją - adresat nieznany.
Ale jest też drugie dno. Troszkę mi portretowany nadepnął na odcisk. To, że zgodził się, żebym mu zrobił zdjęcia, jeszcze nie zobowiązuje mnie do tego, żeby mu kilkadziesiąt odbitek drukować, wysyłać i dziękować. Dziękowałem mu z resztą kilkakrotnie. To kosztuje nie mało i nie tylko czasu. Wszystko byłoby OK i zrobiłbym to z przyjemnością, gdyby nie to podskórnie wyczute w jego głosie i słowach oczekiwanie, żądanie, pretensja. Prawie "należy się". Taki niesmaczek.
Wysyłam w najbliższych dniach pocztą. Chcę mieć czyste sumienie.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Na piaskach

Megaśnieżki

A taki był piękny...bawarski! ;)
Bawara sąsiada ucierpiała w zabawie na megaśnieżki. Zsunęło się z dachu.
A taki był zawzięty, tak walczył o miejsce parkingowe. Dwa auta tam stają, ładnie sobie odśnieżali ale ciągle facet ma do drugiego "jakieś anse". Z tego całego pilnowania swojej miedzy, mierzenia na 2 palce i machania kosą czy sierpem tatulowym, nie zauważył, że wszyscy się poodstawiali, że stają przy krawędzi jezdni dalej od dachu. Jak mu mówili życzliwie, nie chciał słuchać. A potem potrafił tylko powiedzieć, że też miał zamiar odstawić.
Kargulizacja stosunków sąsiedzkich współcześnie nie skutkuje już potłuczonymi garami i koszulami bez rękawów.
Skutkuje potłuczonymi bawarami.
I po co komu granat? Sprawiedliwość sprawiedliwością ale racja musi po Kargula stronie być! Nawet za wszelką cenę.

sobota, 20 lutego 2010

6:14 am

Drugi tom finito. Nie oparłem się pokusie.
Ciężki kretynizm. Trzeba się przespać i zdąrzyć ogolić przed spotkaniem o 12:00

piątek, 19 lutego 2010

5:21 am

Jakie to dla mnie charakterystyczne w ostatnich czasach.
Brak skupienia i koncentracji dla form dłuższych od artykułu czy form internetowych.
Jednak, gdy zapalę przy jakiejś większej formie, jadę non-stop od pierwszej strony do momentu gdy odwrócę tą ostatnią. Tym razem ostatnią przełożyłem o 5,21 nad ranem. Łyknąłem w jeden dzień tą cegłę.
Niewyspany i z bólem głowy nie patrzę w stronę gdzie leży kolejny tom.

niedziela, 14 lutego 2010

There is hot chocolate

Ain't no chocolate, and it's gone :(
Hot taste, enjoy hot chocolate!

No more flower

piątek, 12 lutego 2010

poniedziałek, 8 lutego 2010

sobota, 6 lutego 2010

Potwory wyłażą z nory

Internetowa strefa blogowa to medium sadystyczne.
Np. taka Emilka, która choć z trójką z przodu kodu wydaje się być miłą i dobrą dziewczyną, pod pozorem życzeń urodzinowych, sadystycznie wyciąga z nory potwory, namawia do ich oglądania i jeszcze analizuje treść ich bełkotu. Potwory miotają się w sposób niesmaczny do tego stopnia, że wysyła je się do Chin jako strawę duchową w formie (nad)interpretacji nadwiślańskich preferencji.
Emilko, litości! :)
Czy nie jest to czystej wody sadyzm?
Co to za pomysł i czyj żeby wysyłać je jako wizualizację kultury nadwiślańskiej na EXPO do Chin? To już chyba w ramach równowagi jest przegięcie masochistyczne.
Jak wiadomo kuchnia chińska, duchowa też,  jest bogata i ciekawa i tego rodzaju wątpliwej jakości i świeżości strawy duchowej to oni by sobie nie ściągali bez potrzeby. Wydaje się, że obawiając się, że ich własna oferta może stanowić zbyt bogaty zestaw do przełknięcia jednorazowo, ściągają tego rodzaju potwory jako swoisty środek przeczyszczający. Bo tylko tego rodzaju sensacji można doznać oglądając i słuchając gdy potwory w majteczkach w kropeczki wyłażą z nory. Rozumiem, że są też tacy, którzy przy tego rodzaju problemach gastrycznych doznają przyjemności i satysfakcji :) Mimo to nie ma wątpliwości co do chorego charakteru tego rodzaju preferencji.
Dla równowagi coś smacznego i strawnego:

czwartek, 4 lutego 2010

Udane polowanie?

Skóry złupione.
Tylko kto polował a kto był na celowniku?

środa, 3 lutego 2010

... za baksy

Chłopaki 4YOU ;)
Cipo...wiem, mam konkretne skojarzenia!

poniedziałek, 1 lutego 2010

Planeta Pandora


Korzenie w wodzie, korona w świetle.
Drzewo życia dobrze pielęgnowane daje plony. Sprzedaż rośnie.
Blog Widget by LinkWithin