czwartek, 31 grudnia 2009

Coffee your days






Pragnę Wam życzyć sylwestrowo tylko tyle, żeby przyszły rok był jak kawa, mocny jak dłoń przyjaciela i  jak cava, żeby lekko przyprawił Was o radosny zawrót głowy.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Serwis sylwestrowy


W sumie nie tylko sylwestrowy. Uważny obserwator codzienności łatwo może dojść do wniosku, że jest w tej profesji potencjał niezależniy od sezonu.
A chłopaki ćwiczą sprawność w odwożeniu. Do takiej wprawy doszli, że tylko dla urozmaicenia potrafią lusterko ustawić stopą, nie mówiąc już o tym, że dla lepszego wyczucia każdego auta prowadzą na bosaka. No gdzieżby tak mogli zadeptywać auta klientów?
Ciekawe jak sobie z tym radzą zimą?

czwartek, 24 grudnia 2009

Espressowa pierwsza gwiazdka


Szczęście nadaje sens życiu,
to magia w sercach zaklęta.
Nie pozwól mu zostać w ukryciu,
podaruj je bliskim w święta.
_
Wirtualne uściski i ciepłe myśli wszystkim odwiedzającym i tym przeze mnie odwiedzanym.

Wesołych świąt



wtorek, 22 grudnia 2009

Gorąca adoracja przedświąteczna



Co może być przedmiotem tak gorącej przedświątecznej  adoracji moich kotów? A w zasadzie powinno być powiedziane, że to jest adoraca gorąca. Bo tu, rzecz jasna chodzi o kominek i to nie jakiś tam sobie, pierwszy lepszy ale gorący! Ale to przyjemne, gdy tak sobie promieniuje ciepłem.
PS. To nie koty są tak duże tylko wiaderko malutkie :)

sobota, 19 grudnia 2009

Bombardino cross





Układam dziś buteleczki w bombardino cross i wznoszę toast pijąc calimero.
Za Twoją pamięć Docik.

Dzięks KiciaF


No i jak tu Ciebie nie polubić, nawet korespondencyjnie? I to od razu z siłą bombardino! :)
_
Przyszły niespodziewanie ale w samą porę.

środa, 16 grudnia 2009

Przypadkowe ruchy w ciemności


Jako przypadkowe ruchy w ciemności, można postrzegać wiele spraw w życiu.  Są złe przypadki i te dobre. Przypadkowość zakłada brak możliwości świadomego wyboru i kierowania biegiem wydarzeń. Ale  przypadki można rozwinąć w szereg działań celowych i nieprzypadkowych. Potraktować przypadek jako impuls, bodziec, zachętę, motywację, bazę do budowania w sposób celowy. Nawet zły przypadek daje się czasem odwrócić w pozytywne skutki.
Niewątpliwie złym przypadkiem w życiu każdego jest choroba. Dark Zone Black Warior wie coś o tym. Jej się trafił z rozdzielnika ślepego losu przypadek w spotęgowanej formie, nie poddającej się zwykłej terapii. Jest narzędzie, żeby AnnaBlack mogła powalczyć ze złym przypadkiem i zdyskontować pozytywnie jego obecność ale niestety w naszym systemie trudno dostępny. To drogi lek o nazwie Tysabri, którego NFZ, równie ślepy jak sam los, odmawia potrzebującym w Polsce. I to jest chyba koniec złych przypadków w tej historii.
Suma dobrych przypadków jest znacznie większa.
Anka walcząc z chorobą zaczęła się zmieniać. Nabiera siły psychicznej, wiary w siebie i swoje możliwości, wiary w ludzi. Jest w swoim życiu silniejsza i dojrzalsza. Coraz więcej, walcząc o siebie i docierając do świadomości publicznej, ma szansę niesienia pomocy innym ludziom, którzy nie mają jej odwagi i siły. Stopniowo dając poznać siebie, rozbija obojętność niektórych wobec swojej choroby lub innych chorych. Na własnym przykładzie, pokazuje jak dzięki serii dobrych przypadków wspartych jej własnym silnym działaniem, można chorobę powstrzymać, odwrócić zmiany chorobowe a może i pokonać chorobę.
Przypadkiem, i to był dobry przypadek wiele osób połączyło swoje siły starając się Ankę wesprzeć w tej walce. Wbrew malkoltentom, wyznawcom spiskowych teorii, niedowiarkom, zazdrośnikom, udaje się zbierać od ponad roku fundusze na zakupy Tysabri. Nie małe fundusze.
Dziś Anka ma małą rocznicę i zasługuje na jubel z jogurtem i gorzką czekoladą. Dziś mija rok kuracji. Dziś miała dostałać 12-tą dawkę leku, który bezapelacyjnie jej pomaga. To nie jest przypadek i można samemu zobaczyć efekty kuracji na filmikach przez nią kręconach. Dawka po dawce, z miesiąca na miesiąc Anka staje się innym człowiekiem, fizycznie i psychicznie.
Może dość na razie o przypadkach, pogadajmy o działaniach celowych. Nikt nie lubi, żeby decydował za niego przypadek. Szczęśliwie dla Anki możemy całkiem świadomie i nieprzypadkowo podjąć decyzję o przeznaczeniu 1% odpisu od podatku na określony cel. Podejmijmy działania celowe i nie pozwólmy, żeby ślepy księgowy NFZ, odmawiając pomocy potrzebującym, czynił zło w naszym imieniu. Przeznacz Swój 1% odpisu od podatku na pomoc Ance lub innym chorym. Naprawdę warto. Nie daj się zmarnować Twoim własnym pieniądzom zabieranym przez rekieterski system w formie haraczu od Twojej własnej ciężkiej pracy.
Jeśli masz możliwość i odczuwasz taką potrzebę, możesz przekazać więcej środków na tą pomoc. Anka lub inni chorzy będą Ci wdzięczni.
_
Bądzmy ludzmi nie tylko z przypadku.

niedziela, 13 grudnia 2009

Zbyszek


Oswojone twarze. Też tak macie?
Im częściej kogoś widujemy, im bardziej jesteśmy przyzwyczajeni do danej osoby, tym łatwiej jest się przyłapać na tym, że właściwie nie widzimy już ich twarzy. Nie przyglądamy się szczegółom, nie widzimy zmian, postępu czasu. Nie patrzcie na swoje odbicie w lustrze, nie o tym mówię, wielu z nas w takim przypadku jest nadmiernie krytyczna i widzi więcej niż by chciała. Popatrzcie na twarze kolegów, przyjaciół, pani w sklepie, która codziennie od lat sprzedaje wam rano bułki. Na twarze rodziców. Czy ten aktualny obraz rodziców, który macie w sobie jest inny niż ten który mieliście w dzieciństwie, w czasie studiów itd.?
Człowiek oswojony zaczyna funkcjonować jako wyobrażenie, jakie powstało w naszej wyobraźni z tysięcy obrazów jego twarzy, sylwetki, zachowań jakie widzieliśmy przez lata. Nie widzimy już rzeczywistego obrazu a tylko przekaz emocjonalny wyprany z patyny czasu. Odbieramy ich emocjami, nerwem, na wyczucie, to wyraz twarzy, mowa ciała ma znaczenie a nie jego rzeczywisty wygląd.
I nagle, np. przeglądając stare zdjęcia klasowe i mając do porównania współczesne zdjęcie, można się na tym złapać jak bardzo z wyglądu jesteśmy innymi ludzmi. Ile zmian zaszło. Nie na gorsze, nie na lepsze tylko w stronę odmiennego wyglądu.
Jak z tym filozoficznym stołem. Nikt z nas nie postrzega danej osoby tak samo ani nawet zgodnie z rzeczywistością. Rzeczywistość jest wykreowana przez nasz mózg z tysięcy nakładających się obrazów.
Idea człowieka. Oswojona twarz.

czwartek, 10 grudnia 2009

Wiaderko z łopatką




Nasze wiaderko z łopatką, pieszczotliwie jako zestaw zwane Matchboxem albo Dżejką, w akcji. Powozi pociech osobisty. Dla odmiany i rozrywki (oczywiście) ;)
Znajomy budowlaniec-transportowiec mówi na naszą Dżejkę - kabriolet. Gdy musiał wywieźć swoją ciężarówą 70 m3 ziemi, którą wywaliliśmy kopiąc dziurę w ziemi pod oczko wodne, nie chciał uwierzyć, że zrobiliśmy to naszym Matchboxem. Gdy wreszcie dał się przekonać (z dużym trudem) to powiedział tylko, żebyśmy nie robili żadnych filmików jak się tym pracuje i nie dawali tego na utubę. Bo jak ludzie zobaczą, że takim kabrioletem można poważne roboty robić to nikt nie kupi poważnej koparo-ładowary za nie wiadomo jakie pieniądze. Gdy mu jeszcze powiedziałem, że to nasze Mini JCB pali tylko 3 litry ropy na godzinę, myślałem, że się załamie.
Nie wiem czemu się tak dziwi? Wystarczy trochę dla odmiany poznać najnowszej historii.
Przed II wojną hutę Stalowa Wola, łopatami, nosząc urobek w koszach i wożąc taczkami, przy całym transporcie furmankami, zbudowano w 3 lata.
Po II wojnie Hutę Katowice ogromnym wysiłkiem i wszystkimi technicznymi środkami przodującego systemu, przy wsparciu zapewne specjalistów i doradców z kraju przodującej myśli nie tylko technicznej, budowano 20 lat i nie skończono.
Grunt to motywacja!

środa, 9 grudnia 2009

Pionizacja po ciemaku






Zima jakoś zabradziażyła po drodze. Może jej się jakiś misiek polarny przystojny trafił i oderwać się nie może od przyjemności do obowiązków. Mrozu nie ma, śniegu też, można jeszcze podziałać co nieco.
Ale kalendarz stary dziad, na zimę siwą i skostniałą się nie ogląda i pędzi do przodu. Widać wiosna mu się bardziej podoba, młódka taka niedoświadczona cała w zieleni. To i ciemności egipskie w połowie dnia zarządza, jakby chciał sobie więcej pospać, żeby szybciej doczekać i sił nabrać na czas gdy już wiosnę zieloną poprowadzi, żeby z jego doświadczeniem rumieńców nabrała i rozkwitła dojrzałą urodą.
A ty się człowieku gimnastykuj. Robotę ledwo zaczniesz to już nic nie widać i utrzymaj pion po ciemku! A potem płot będzie stał taki zawiany i krzywy jak sąsiad Kargulo-Pawlak oparty o błotnik merca, gdy go własny pitbulo-bulterier, czując od niego odór przetrawionego mózgotrzepa ze strachu w łydkę dziabnie.

wtorek, 8 grudnia 2009

Płot jest najważniejszy






Nie ma budowy bez płotu. Płot jest najważniejszy!
Jest ceperski gazda z gaździną, znaczy zaczątek stada jest. Jest pies pasterski Funią zwany. Ma być gazdówka, bacówka, sałasik cy co inse byle z drewna, to najsampierw płot trzeba postawić.
Chałupa ma stanąć w szczerym polu, do najbliższego sąsiada beret rzucony z wiatrem nie dolatuje nawet w pół drogi ale prawo mówi, że budować bez płotu nie można. No mus płot stawiać.
No to się płot stawia. Jakiś dziwny on jest ten płot. Na owce za duży, na żyrafy za mały a na słonie za słaby. Musi jest ci on na sąsiadów. Sąsiadów jest raptem trzy sztuki ale jeden się zawsze musi trafić felerny, mieszaniec Pawlaka z Kargulem, któren już geodetę gania o dwa palce na miedzy i kamienie geodezyjne samowolnie i samotrzeć przesuwa. Dobrze chociaż, że mu kosa przerdzewiała. Ale za to ciąga za sobą wypłoszowate pitbulo-bulteriery.
Policja powiadomiona, geodeta ponownie zapłacony, kamienie geodezyjne znowu na miejscu są a Kargulo-Pawlak się dalej buldoczy, choć mu geodeta naocznie sprawę wytłumaczył. Linia jest prosta jak byk szczał a temu oko dziwnie skręca i parę metrów się w bok łukiem przesuwa. Nie gramotny do tego jakiś i na mapie się zna tak jak na sputnikach. Wie znaczy, że istnieją. Ale wierzyć w to, to już nie wierzy.
I buduj se gazdo ceperski z gaździną chałupę w szczerym polu, żeby miejska patola z dala została, lusterek z auta nie obrywała, to Ci się trafi taki jeden trefniak, co bez celu, bez przyczyny, bez powodu i w ogóle bez czego tam jeszcze ale za to szczerze i zawzięcie jakość nowego życia partoli, zanim się jeszcze zaczęło.
Geodeta mądry człowiek. Na pytanie co z takim Pawlako-Kargulem zrobić, wymownie kiwał głową w kierunku pobliskiego stawu. Pośliznąć by się taki mógł na gliniastym brzegu. A z nim razem do wody tego jego strychninowatego merca i pitbulo-bulteriery i wszystkie inne atrybuty, którymi poprawia sobie samopoczucie i samoocenę. Ale by się atmosfera od razu oczyściła!

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Płot


To coś nierozpoznane w mroku zniknęło, ale płot został.
Właśnie, płot! Płot jest najważniejszy. U Pawlaka z Kargulem.
I na budowie też.

niedziela, 6 grudnia 2009

Figa z makiem


No i nie dowiem się co takiego mi z mroku wylazło. Ustrzelone, powieszone, musiało za bardzo przeschnąć, obluzowało się, zsunęło się z gwoździ i rozpłynęło się ponownie w mroku. A w ramce nad kominkiem guzik z pętelką będzie lub figa z makiem.

sobota, 5 grudnia 2009

Najpierw strzelaj, potem pytaj.


Zgodnie z tą zasadą ustrzeliłem. Teraz suszę na płocie. Powieszę sobie w ramce nad kominkiem i wtedy dopiero spytam: "Szto takoje? Takowo cziornowo cziorta nikagda nie widieł".

piątek, 4 grudnia 2009

Co wylazło z mroku...brrr?


Coś nagle wylazło z mroku. Yeti, Wielka Stopa czy...awers z czeskiej korony?



środa, 2 grudnia 2009

Solista - odchodząc w sen

Gdy po kolejnym pieprzonym dniu, przejęty filmem właśnie obejrzanym leżysz skulony jak embrion z kołdrą naciągniętą na głowę, w pustce i samotności rozerwanej jedynie ledwo słyszalną muzyką płynącą z głośnika, odchodząc w sen o czym myślisz?
Obejrzałem film "Solista" i poruszył mnie bardzo. Czy dlatego, że lata temu pracowałem z chorymi psychicznie? Czy dlatego, że czasem mam z nimi do czynienia? Czy w tym filmie zobaczyłem jak ludzie umierają czy jak się odradzają?
O czym myślą chorzy ludzie? O czym myślą umierający ludzie? Czy myślą o tym, że umierają? Czy myślą o tym na wiele dni wcześniej nim ten proces przejdzie w stan wyraźnego postępu? Czyż nie umieramy każdego dnia po trochu tak jak umiera czas, który właśnie wypełniliśmy swoim istnieniem? Truizmy?


A może tytułowym solistą nie jest tylko chory muzyk ale także dziennikarz? Każdy z nich gra solo na swoim instrumencie, w swojej orkiestrze, próbując przebić kokon izolacji, w którym tkwi. Czy z samotności wyrwie ich duet przyjaźni? Czy przełamane uczucie izolacji, zagrożenia i nie spełnienia, pozwoli im stworzyć inne duety?

Czy potrafią dać i przyjąć bez warunków? Czy będą umierać przez to wolniej?

Co z pozostałymi? Tak samo z pokazanymi bezdomnymi jak i współpracownikami dziennikarza.

Spodziewałem się filmu opartego na schematach a tymczasem między jednym a drugim schematem dostałem dobrze podane sporo spostrzeżeń o ludziach, pokazanych dobrą grą aktorską, trafnie napisanymi tekstami. Pewnie, że można obejrzeć ten film jak historyjkę, sentymentalną ciekawostkę nie patrząc głębiej, nie słuchając słów, nie myśląc o ich znaczeniu. Dobrych filmów opartych na podobnych schematach było już sporo: Fischer king, Przebudzenie...można dalej wymieniać tytuły. Ale nie wyłącznie o historię do opowiedzenia tu chodzi ale o ludzi. O nasze uniwersalne pytanie, kim my ludzie tak naprawdę jesteśmy? W czym tkwi esencja naszego człowieczeństwa? Jaki jest sens i granica naszego istnienia? Czy umieranie nie zaczyna się znacznie wcześniej, wraz z rosnącym osamotnieniem, osłabieniem więzi, rozgoryczeniem, brakiem spełnienia, chorobą?

Wydaje się, że z pozoru nie związany z treścią filmu wątek zwierzaków niszczących trawnik w poszukiwaniu robaków, żeby się nażreć, nie jest tak odległy tym pytaniom. Jest bardziej związany z treścią filmu, z pytaniami jakie stawia niż z pozoru może się wydawać. I znamienne jest to, że jedynym sposobem, żeby wypłoszyć szkodniki jest fetor szczyn kojotów!
_
Fotografia: miejscówka pana Darka, lokalnego bezdomnego. Czasem się tu chroni pod koniec dnia. Dobrze wybrana. Spokojnie, na uboczu, sucho, jasno, czysto, ciepło (wywiew z parkingu podziemnego). Nie wiem czy tu sypia, czy ma jakiś dom. Jest mało typowy - nigdy nie widziałem go "po spożyciu".
Blog Widget by LinkWithin