czwartek, 31 lipca 2008

Sposoby...

na upały? Te zwyklejsze sposoby (nie takie jak 2 posty wcześniej). Co lepsze?
Zimna woda?Głęboki cień?
A może miła pogawędka przyjaciół czy wdzięczne tête à tête w przewiewnym miejscu?
Każdemu według potrzeb i możliwości.

Cień.


Zbawczy cień parkowych drzew, szum pobliskiego strumyka, osowiałe od upału kaczki, którym można sypnąć odrobinę chleba, smętnie moczące w wodzie nogi. Taka atmosfera skusi każdego do wspomnień z wycieczek do parku z rodzicami. Starość i dzieciństwo są tak bliskie w drobnych przyjemnościach.

środa, 30 lipca 2008

Upały

Konieczne jest coś do ochłody w te dni.
Instrukcja użytkowania jest prosta: wpatrywać się w skupieniu w załączone zdjęcie, wyobrażając sobie temperaturę wody i że omywa ona Twoje stopy pod biurkiem. Bardzo przy tym pomaga zasłonięcie okien i włączenie klimatyzacji. Efekt murowany.
Trzeba się cieszyć, że nie jest się w te dni we Wrocławiu. Info z ostatnich dni i prognozy na następne są zgodne - lepiej tam nie być teraz. Najcieplejszy region Polski to dobrze brzmi zimą ale teraz w mieście, w asfaltowej dżungli, pośród kopcących aut i w rozgrzanych do imętu biurach to nie brzmi jak zachęcający slogan z reklamy.

Akustyka...

kościołów wybitnie działa na korzyść spiewów chóralnych. Ta przestrzeń wynosząca pieśni pod niebo. Brzmienie wielu głosów razem. Są i piękne strony obrzędowości.

wtorek, 29 lipca 2008

Anioły gospel.

Opole Gospel Choir dał występ w św. Janie. Dobrzy są.
Bez ściemy, trudno nie uwierzyć jak śpiewają "I believe I can fly".
Ja chyba szybciej uwierzę, jeśli piekielny ogień pochłonie nierzetelnych płatników.
Skąd inąd wiemy, że "śpiewać każdy może, raz lepiej a raz gorzej" -
http://pl.youtube.com/watch?v=vV3XQcCyyPc .

poniedziałek, 28 lipca 2008

Glamour


Light up...

the smoke. Light & smoke while a gig - right solution.

piątek, 25 lipca 2008

Niebo

Psychodelia! Schizofreniczne kolory! Tak wyglądało niebo nad gdańskim uniwerkiem. Coś tam się musiało dziać!
Pasuje pod audycję w radiowej trójce, przygotowaną przez Piotra Metza historię Pink Floyd. Dziś kolejny odcinek o 12.00. Nie mogę się doczekać.
The Great Gig in the Sky by Pink Floyd -
Tutaj dla porównania pierwotne wykonanie z wokalem Clare Torry

czwartek, 24 lipca 2008

Humor satyra na poważnie

Można by zacząć jak w wiadomościach - "Jak donoszą amerykańscy naukowcy..."!
Rzecz dotyczy humoru (dyscyplina naukowa zwana humorologią) i jest jednak jak najbardziej poważna, choć przy tym z uśmiechem. A w zasadzie zawężę to do aspektu społecznej funkcji humoru i śmiechu.
Są 2 szkoły. Jedna dowodzi, że jest to sposób na poprawę kooperacji w grupach. Optymistycznie! Druga szkoła, już nie tak miło, interpretuje to jako formę okazywania wyższości podkreślającej hierarchiczność grupy. No warto się nad tym aspektem zastanowić!
Jest jednak jeszcze adaptacyjna, biologiczna funkcja humoru.
Brytyjski psycholog ewolucyjny Geoffrey Miller twierdzi, że humor to strategia reprodukcyjna używana przez mężczyzn do zdobywania kobiet. Twierdzi, że cechuje ją asymetria. Faceci są dowcipni gdy potrafią rozśmieszyć kobiety, kobiety udawadniają swoje poczucie humoru, śmiejąc się z dowcipów mężczyzn.

poniedziałek, 21 lipca 2008

Feta 2008 Dzień Piąty - ostatni




No i końcowy spektakl jak zwykle taki, że słów brak. Dech zapiera, powietrze się kończy, płuca nie wytrzymują. Z widowni słychać wszelkie możliwe rodzaje niczym nie powstrzymywanego śmiechu. Tak jak napisałem wcześniej było i kolorowo i do śmiechu i do pomyślenia. Wszystko w jednym (bez odwołań do popularnych reklam).
Rosyjski teatr z St. Petersburga Licedei ze sztuką "Semianuki" to po prostu maestria. Portret rodziny we wnętrzu chciałoby się powiedzieć. Własnej rodziny! Sąsiada! Każdego?
Gra aktorska prima, perfekcja wykonania. Charakteryzacja, scenografia i wykonanie sugerują lekką sztukę. Zwykła clownada? Przy tym szczyt komedii na tak powszechny i zarazem poważny skądinąd temat, podanej tak, że nikogo nie pozostawiła bez refleksji. Jestem zachwycony!

niedziela, 20 lipca 2008

Feta 2008 Dzień Czwarty




Cholera faktycznie tematyka robi się poważna. Alegorie losu ("Czas Matek" Teart ósmego dnia), dramat bezsenności ("Insomnia" Materia Prima - Francja) dokręciły śrubę. Aż strach się silić na własną interpretację.
Insomnia świetna. Aktorzy, napięcie, stopniowanie, muzyka, narastające emocje wciągają tak, że zapomina się o robieniu zdjęć. Koniec spektaklu zaskoczył wszystkich - Jak to, już koniec? Nic więcej? Klasa!
Kasia żartobliwie dostrzegła tę powagę w innym aspekcie - "w jednym dniu festiwalu, dwa spektakle z na wpół roznegliżowanymi aktorami to naprawdę poważna sprawa".
Nie było najcieplej.

sobota, 19 lipca 2008

Feta 2008 Dzień Trzeci

Dość już tego serwisu meteorologicznego. Bez względu na pogodę, Feta 2008 trwa!
Tak jak nie ma pilotów bez personelu naziemnego, tak nie ma teatru bez ekipy technicznej.
A w małych teatrach aktorzy są technicznymi i na odwrót.
Przygotowania scenografii i efektów to swoisty spektakl, prawie całkiem niezauważony przez publiczność. Od kuchni jest dobry widok i nie ma tłoku.

piątek, 18 lipca 2008

Feta 2008 Dzień Drugi

Na szczęście meteorolodzy nie byli precyzyjni w prognozach i aura zlitowała się nad festiwalem. Ani nie zmienia nazwy ani nie kupuje kajaków dla aktorów. Deszcz przestał padać koło południa i już nie wrócił, choć bardzo się wieczorem ochłodziło.
Na publiczność zawsze można liczyć jak się okazuje.
Ale niczym były spektakle wobec bajeru chłopaka, który siedział niedaleko ode mnie i sączył opowieści w ucho dziewczyny. Nie miałem szansy tego nie słyszeć i powalił mnie tym bajerem.
Podam tylko wyjątki. Chłopak opowiadał o świetnym blogu, na który trafił i fantastycznych przygodach w Płd. Ameryce, których doświadczyli wspomiani blogerzy. Szło to mniej więcej tak:
" W Andach szli na świętą górę indian - Rashamon. Historia naturalna zatrzymała się tam 4 mln. lat temu. Idzie się przez rozległe pustkowia wyścielone samymi kamieniami szlachetnymi......
W Amazonii dopłyneli do osady. Wszyscy spali w hamakach, cały wielki dom był nimi zawieszony. Tam były takie warunki, że wszystko było dziwne. Były wielkie muchy, które nie latały tylko pływały pod wodą..."
I w podobnym stylu dłużej. Dziewczyna słuchała bez reagowania na te kity. Trudno wyczuć czy w to wierzyła.
Kurosawa przewraca się w grobie - tytuł jego filmu dostała święta góra indian.
Ale te leżące wszędzie na wyciągnięcie ręki kamienie szlachetne i nurkujące muchy to naprawdę cudne pomysły.
Wielki hamulcowy historii naturalnej objawiony 4 mln. lat temu też mi się podoba.

czwartek, 17 lipca 2008

Something special

To był długi, upalny dzień jakiś czas temu na giełdzie kwiatowej i starszy pan był już naprawdę zmęczony, po całym dniu sprzedaży własnych sadzonek. Ale nadal bardzo miły i uprzejmy - stara szkoła, nie ma co gadać.
Półlitrowy gdański specjal chyba nie miał tu nic do rzeczy. Trzebaby być wielbłądem, żeby wytrzymać takie słońce cały dzień bez kropli płynu.

Feta 2008 Dzień Pierszy

Feta będzie w tym roku miała bardzo ciężkie dni. Z Festiwalu Teatrów Ulicznych powinna zmienić nazwę na Festiwal Teatrów Rzecznych a na wyposażenie każdej trupy teatralnej powinny wejść kajaki (z daszkiem). Wiosła niekoniecznie bo będzie płytko.
Wszystko odbywa się pod gołym niebem a tu w Gdańsku rozpadało się na dobre. Całe późne popołudnie i wieczór aż do tej chwili po prostu leje!
Tak suchych aktorów jak na załączonym zdjęciu z pierwszego dnia roku 2007, w tym roku chyba nie zobaczymy. Zapowiedzi nie są optymistyczne, pogoda ma się utrzymać przez najbliższe dni - bez zmian.
Organizatorzy zapowiadali korektę formuły z ciążeniem bardziej w stronę poważnego teatru. Przez ten deszcz zrobi się na pewno jeszcze bardziej poważnie. Poważne mam wątpliwości co do samej sceny jak i frekwencji na widowni. Zobaczymy jutro.

środa, 16 lipca 2008

Feta 2008


Dzisiaj rusza kolejna Feta czyli festiwal teatrów ulicznych w Gdańsku http://www.feta.pl/.
Jak co roku przypłyną wszyskie wybrzeżowe grube ryby, może jakaś da się schwytać.
Ale przewaga będzie drobnych płoteczek chcących uszczkąć coś z tej smacznej i barwnej uczty dla podrażnienia zmysłów. Będzie i kolorowo, i śmiesznie, i do pomyślenia, tak na zmianę albo na raz. Pysznie!

wtorek, 15 lipca 2008

Puerto

To było to miejsce. Tak krótko a przy tym tak we właściwym czasie dla mnie. Fizycznie już nie istnieje i może właśnie dlatego trwa.
Puerto-migracje jako swoiste życie po życiu, czyli przyjacielskie domowe parzenie kawy, gotowanie, oglądanie zdjęć, "degustacja" win zdarza nam się jeszcze ale niestety coraz rzadziej. Wszyscy zabiegani.
Jeszcze przyjdzie na to pora, zdarzy się ten czas.

niedziela, 13 lipca 2008

Coffee singidunum

Tym razem tylko link kawowy http://www.gazeta.pl/aliasy/foto/palacz/index.htm, smaczny i barwny. Czy oglądając te zdjęcia nie czujecie jednocześnie zapachu kawy?
Niektórym moim znajomym nazwa i człowiek nie są obce.

A rowery?

Ulica Kartuska w Gdańsku na odcinku od centrum do pętli na Siedlcach, jeszcze do zeszłego roku była jedną z najszerszych wylotówek w stronę dzielnic wokoło śródmieścia i obwodnicy. Była, bo już nie jest. Wylotówką do obwodnicy ma być Aleja Armii Krajowej. To jest w porządku ale jednocześnie, mimo to Kartuska pozostała jedną z najbardziej obciążonych ruchem śródmiejskich ulic. Za to jej przepustowość została znacznie zmniejszona po "fantastycznej" przebudowie w zeszłym roku.
Może by mnie tak nie trzęsło, że aż czuję się zmuszony wstawić posta na ten temat, gdyby chociaż zrobiono to z sensem. Czarę goryczy przepełnił fakt, że ścieżki rowerowej jak nie było wcześniej tak i nie ma po przebudowie, za to jest piękny, wybrukowany kostką pas bezużytecznej ziemi niczyjej (patrz zdjęcie).
OK powody przebudowy były sensowne:
samochody płynęły jak rzeka, niektórzy robili sobie zawody, kto ma szybszą brykę, sygnalizacja świetlna niewiele pomagała a przejść na drugą stronę ulicy było ciężko, nawet czasem piesi byli tu poszkodowani.
Jazda na rowerze Kartuską kwalifikowała cyklistę do odwiezienia w trybie natychmiastowym na leczenie na Srebrzysku z podejrzeniem o skłonności samobójcze.
Tylko czy przebudowa coś w tej materii zmieniła?
Niestety nie. Nawet pogorszyła.
Efekty przebudowy są następujące:
- zyskaliśmy na odcinku od szpitala kolejowego aż do pętli na Siedlcach pas ziemi niczyjej, na środku jezdni, szerszy chyba przy tym niż rozdzielone nim pojedyncze pasy ruchu. Wydzielono w nim co kawałek zatoczki dla skręcających. Wybrukowany kostką pas jest obramowany krawężnikiem wystającym z jezdni na kilka centymetrów. KOMPLETNIE BEZUżYTECZNY (nawet nie wolno na nim parkować) ale za to drogi!
- NIE WYKONANO śCIEżKI ROWEROWEJ, a przecież miejsca było dość,
- z niegdysiejszych 2 pasów ruchu w każdą stronę, zostawiono po jednym,
- z bocznych ulic włączenie się do ruchu jest teraz karkołomnym wyczynem,
- wyprzedzenie rowerzysty nadal potencjalnego samobójcy (nie, teraz to już z pewnością samobójca) może być zakwalifikowane jako próba zabójstwa, bo trzeba to robić na centymetry (nie da się przekroczyć osi jezdni bo tam znajduje się ten cholerny pas z krawężnikiem). Pozostaje więc jazda za rowerzystą jego tempem (odcinek kilkukilometrowy w gęstym ruchu miejskim). Pokażcie mi takiego kierowcę, który to wytrzyma i nie weźmie się do wyprzedzania. Zresztą jeśli nie wyprzedzi to reszta kierowców go zlinczuje klaksonami.
- podobnie ze skuterami, które jadą max 40km/h,
- jak do cholery tak zakorkowaną ulicą ma przejechać Pogotowie Ratunkowe lub Straż Pożarna?
Efekty:
- wzmógł się ruch równoległą ul. Zakopiańską, która jest raczej osiedlową drogą. Nawet Tiry się tu pchają, czasem autobusy z turystami.
- rowerzyści jeżdzą po chodnikach slalomem między przechodniami.
- jest bardziej niebezpiecznie niż wcześniej,
- sygnalizacja włączana przyciskami przez pieszych działa tak opieszale, że przechodnie przechodzą na czerwonym, kiedy tylko jest luka między autami nie mogąc się doczekać zapalenia zielonego światła.
To, że władze planując przebudowę mającą m. in. zwiększyć bezpieczeństwo ruchu w tym rejonie nie zaplanowały ścieżki rowerowej to jawna kpina. Zmarnowane pieniądze, praca i kawał szerokiej jezdni.
Piszę o tym w poczuciu bezsilności. Nie mam nawet pojęcia jak i czy w ogole można coś z tym zrobić.

sobota, 12 lipca 2008

Morning coffee...

in the garden. The day began so nice.
But the rest is just damn lousy. Yeah!
Must of wait for next day, next opening.
For now only the best coffee in town and good movie in cinema could of rescue the rest of day for my sake. Definitely no need for company tonight.
Blog Widget by LinkWithin